Krakowska konferencja mediów publicznych zademonstrowała świetne samopoczucie telewizji publicznej. Nie zmienili go byli prezesi, a studentów z NZS-u nie dopuszczono do głosu.
- Nie uda nam się już milczeć dłużej w sprawie odpolitycznienia mediów – oświadczyła Danuta Waniek, otwierając spotkanie prezesów TVP w drugim dniu krakowskiej Konferencji Mediów Publicznych. Za stołem prócz niej zasiedli Jan Dworak, Marian Terlecki, Janusz Zaorski i Ryszard Miazek. Wiesława Walendziaka nie było. Obrady można było śledzić na monitorze w hollu, na salę wpuszczono nielicznych dziennikarzy, za to wielu oficjeli.
Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zaproponowała, by po najbliższych wyborach po raz pierwszy została podpisana umowa polityczna uniezależniająca media publiczne od zwycięskiej opcji politycznej. I tak miałoby by już być stale. Podobnie jak stale miałby spotykać się komitet prezesów, by pomagać w strzeżeniu niezależności publicznych mediów.
Zanim jednak mieli okazję wystąpić byli prezesi, których przewodnicząca Waniek zaprosiła do Krakowa po ich liście, wyrażającym zaniepokojenie sytuacją TVP, głos zabrał prezes aktualny. Mówiąc o „nowym początku” potrzebnym telewizji, Robert Kwiatkowski przedstawił wyliczenia, z których wynikało, iż „misji jest więcej niż abonamentu”, czyli wpływów od ludności; obiecał więcej spotkań z widzami, szczególnie gdy skończy się budowa wielkiego, nowego gmachu na Woronicza; docenił znaczenie etyki dziennikarskiej której „kołem zamachowym” mają być nagrody prezesa, wręczone właśnie pierwszego dnia konferencji; wreszcie zapowiedział potrzebę wprowadzenia do TVP nowej generacji dziennikarzy i komentatorów.
Byli prezesi mówili świadomi obecności kamer. - Istota dzisiejszego spotkania jest poza jego horyzontem - tajemniczo zauważył Jan Dworak i przypomniał określenie TVP przez obecnego na sali Karola Jakubowicza: „Trup na przepustce”. - Ta wizja na szczęście się nie spełniła – powiedział – ale też ta telewizja, która jest, nie służy budowaniu demokracji.
Zdaniem Mariana Terleckiego obecna ustawa o telewizji nie jest taka zła, o ile byłaby realizowana. - Przecież Krajowa Rada ma stać na straży pluralizmu w mediach i dbać o wolność słowa. A jeśli chodzi o kadry, to młodzi odchodzą sami, a starzy są odsuwani.
- Boję się każdego nowego początku - zadeklarował Janusz Zaorski – może już lepiej niech będzie inny... A jeśli chodzi o misję, to z muzyki poważnej została w programie jedna czwarta, a teatr nie może trwać dłużej niż 80 minut, To co, jak ja mam Czechowa pokazać? Nie trzy, tylko dwie siostry? Przecież jeśli połowa Polaków nie rozumie, co się do nich mówi, to tylko telewizja i kultura w niej mogą ich wyciągnąć z wtórnego analfabetyzmu.
Ryszard Miazek był dumny z wyróżnień, jakie otrzymała ostatnio TVP i poczuwał się do jej obecnych sukcesów.
Okrągły stół prezesów dołożono do programu krakowskiej konferencji w ostatniej chwili. Poza nim dostojne obrady przewidywały omówienie nowych wyzwań dla europejskich mediów publicznych i analizę mediów z udziałem gości z EBU – Europejskiej Unii Nadawców. Szacowne mury Collegium Novum wypełniły postacie tak dobrze znane z przesłuchań przed sejmową komisją śledczą badająca sprawę Rywina: minister Włodzimierz Czarzasty, niemal nie odrywający się od komórki, prezes Robert Kwiatkowski, Maciej Domański, członek Komisji Telewizyjnej EBU, Witold Knychalski – szef Rady Nadzorczej TVP, prof. Tomasz Goban-Klas, nowy członek KRRiTV. Atmosfera na sali przypominała mi te z konferencji ministra Urbana w stanie wojennym, choć wtedy wśród zagranicznych korespondentów czułem się o wiele bardziej u siebie.
- Mieliśmy przygotowaną planszę „Telewizja kłamie” – powiedział mi Grzegorz Jagielski z NZS-u – i hasła na wejście tych panów: „Witamy GRUPĘ TRZYMAJĄCĄ WŁADZĘ !” i „Niech nam żyje towarzysz Włodek!”, ale straż rektorska zdjęła je z naszej gabloty, tłumacząc, że to goście rektora i nie wypada. Radzili wypowiedzieć się w dyskusji, ale przecież tam się nie sposób dopchać.