Andrzej Marek, dziennikarz z Polic, dostał pod choinkę kiepski prezent: wezwanie do odbycia kary trzech miesięcy aresztu za zniesławienie urzędnika gminy Police artykułami w lokalnej gazecie, której jest wydawcą i redaktorem. Prezydent Aleksander Kwaśniewski bowiem, po zapoznaniu się z opiniami sądów w sprawie ułaskawienia Andrzeja Marka, wniosek Prokuratora Generalnego w tej sprawie odrzucił, a sąd w Szczecinie wydał postanowienie o odbyciu zasądzonej kary. 16 stycznia przyszłego roku dziennikarz ma się stawić w szczecińskim areszcie.
Tyle nowych informacji w sprawie, która przetoczyła się przez media w latach 2003 i 2004 i nie tylko spowodowała spektakularny protest środowiska dziennikarskiego, ale i podzieliła opinię publiczną, w tym dziennikarzy i prawników, na dwie wyraźne grupy.
Pierwsza to ci, którzy uważają, że dziennikarz – jak każdy obywatel – odpowiada za swoje czyny, skoro więc sąd skazał go na przeproszenie lokalnego urzędnika za obraźliwe sformułowania, których prawdziwości nie udało mu się dowieść w dwóch instancjach sądowych (poszło o tytuł „Promocja kombinatorstwa” i zdanie „tylko jakiś szantaż, niezrozumiałe partyjne szachy mogły wynieść M.(...) na funkcję naczelnika”). Skoro dziennikarz odmówił opublikowania przeproszenia, podobnie jak wcześniej odmawiał publikowania sprostowań nadsyłanych przez atakowanego prawnika, to nie ma innego rozwiązania niż odsiedzenie trzech miesięcy w więzieniu.
Drugą, być może bardziej eksponowaną medialnie grupę, stanowili przeciwnicy skazywania dziennikarza na odsiadkę, niezależnie od racji, które za taką karą stały w konkretnej sprawie Andrzeja Marka. Bo chociaż w dziennikarskiej klatce pod Sejmem na tablicy napisano: „Wyrok jest prawomocny. Dziennikarz napisał prawdę” , choć Andrzej Marek jeszcze w Sądzie Najwyższym upierał się, że tak właśnie było, tylko on nie miał szans by to udowodnić, to sąd prawomocnie orzekł, że dziennikarz kłamał. To zdarza się, nie tylko przecież w naszym zawodzie.
Rzecz jednak w tym, że sprawa toczyła się w wydziale karnym, i że na mocy art. 212 par.2 kodeksu karnego „ze względu użycie środków masowego komunikowania” sąd mógł skazać dziennikarza na grzywnę, karę ograniczenia wolności albo jej pozbawienia do lat dwóch. I skazał – na trzy miesiące aresztu w zawieszeniu, bo znając ciężką sytuację finansową oskarżonego wiedział, że kary grzywny mógłby on nie zapłacić i musiałby ... ją odsiedzieć.
Tym rozstrzygnięciem sąd wpadł w pułapkę: Andrzej Marek bowiem przeproszenia odmówił, wobec czego sąd karę aresztu odwiesił i nakazał ją wykonać. W ten sposób uruchomił lawinę protestów: organizacji dziennikarskich polskich i międzynarodowych, Rzecznika Praw Obywatelskich, który wystąpił z kasacją w obronie Andrzeja Marka, wreszcie Prokuratora Generalnego, który starał się o jego ułaskawienie u Prezydenta.
Nie była to grupka naiwnych osób, wierzących - jak sam Andrzej Marek - że „coś tam jednak było na rzeczy”. Byli to ludzie uważający, że niezależnie od tego, czy redaktor Marek napisał prawdę czy nie, za pomówienie nie powinien był pójść siedzieć, nawet jeśli odmówił opublikowania przeprosin, co jest lekceważeniem wyroku sądowego. Trzeba było skazać go na grzywnę, bo tę można było pomóc mu zapłacić, a aresztu nie można za niego odsiedzieć, choć w polemicznym zapale były i takie oferty.
Potwierdzeniem słuszności stanowiska przeciwnego skazywaniu na więzienie za słowo jest wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego o zbadania zgodności art.212.2 z Konstytucją przez Helsińską Fundację Praw Człowieka na podstawie innej sprawy – redaktora Mariana Maciejewskiego z Wrocławia, skazanego na grzywnę za naruszenie godności lokalnego sędziego. Tu także chodzi o stosowanie trybu karnego wobec dziennikarzy, czemu przeciwstawia się bogate orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
A co dalej z Andrzejem Markiem? Jego adwokat podejmuje kolejne wysiłki, by jednak nie trafił do aresztu. Do nowego juz prezydenta o ułaskawienie Andrzeja Marka zaapelowała Izba Wydawców Prasy. Dobrze gdyby się powiodły, bo sprawa Andrzeja Marka nie jest warta odsiadki za słowo. Pozostaje nadzieja, że dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego takiego zagrożenia już więcej w ogóle nie będzie.