Strona główna Kontakt English Version
 
Rzetelne media Kim jestem Co myślę Tłumaczenia, guide Linki Ajaks Bed & Breakfast
 
   
.: aktualnie
.: o mediach
.: o Ukrainie
.: o Indiach
.: o Sri Lance

. AKTUALNIE

Warszawa, 21 września 2004 r.

Konferencja Senatu RP i Izby Wydawców Prasy:

Prasa lokalna w budowie społeczeństwa obywatelskiego

Wolność słowa jako powinność obywatelska

Czy na sprawę redaktora „Wieści Polickich”, Andrzej Marka, należy patrzeć wyłącznie z punktu widzenia wolności słowa? Byłem o tym głęboko przekonany, ale dostępne od niedawna uzasadnienie odrzucenia przez Sąd Najwyższy kasacji, jaką w tej sprawie wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich, zawiera także ważne, odmienne punkty widzenia. Dla sędziów SN sprawa policka stworzyła na przykład okazję do rozważań o bezwzględności konkurencji między prasą lokalną a samorządową oraz stała się kanwą do sformułowania banalnej prawdy, że o „uznanie dla ogólnych czy własnych interesów najlepiej zabiegać sposobami i środkami, które nie budzą moralnego sprzeciwu i są zgodne z prawem.”

Mimo to lektura tego uzasadnienia wydaje się być konieczna dla zrozumienia dylematów, przed którymi stają coraz bardziej skonfliktowane środowiska świata mediów i wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Przy wszystkich swoich niedoskonałościach sprawa redaktora Andrzeja Marka skupiła je bowiem jak soczewka; dlatego przyjrzenie się jej nie tylko z punktu widzenia adekwatności kary do czynu, jaki popełnił, dobrze służy rozważaniom o zakresie wolności słowa, także jako powinności obywatelskiej. Z tego powodu proponuje powrócenie do niej w ramach konferencji poświęconej prasie lokalnej, do której zresztą jak najbardziej należą „Wieści Polickie”.

Apele o ułaskawienie

Przekonanie o konieczności wykluczenia, jako zasady, karania więzieniem za publikacje prasowe, leżało u podstaw działania licznych obrońców Andrzeja Marka, w tym moim, co znalazło wyraz między innymi w liście do Prezydenta RP i Ministra Sprawiedliwości, podpisanym przez dyrektora CMWP wspólnie z zarządem Izby Wydawców Prasy. Pisaliśmy w nim: „Zapewnienie przez Rzeczpospolitą Polską wolności oraz niezależności prasy i innych środków społecznego przekazu stanowi podstawę demokratycznego państwa prawa. Konstytucja RP zapewnia jej obywatelom wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Powyższe zasady realizuje niezależna prasa, m.in. poprzez kontrolę działania organów administracji rządowej i samorządowej, szczególnie na szczeblu lokalnym. Jej wydawcy z jednej strony powinni czuwać nad poszanowaniem obowiązującego prawa, ale z drugiej - być pewni ochrony wolności wykonywania zawodu przez dziennikarzy.

Nie dokonując oceny publikacji pana Andrzeja Marka ani trafności rozstrzygnięcia Sądu, zauważamy, że w tej sprawie została orzeczona najdotkliwsza z kar, czyli kara więzienia, mimo że prawo przewidywało możliwość zastosowania łagodniejszych sankcji. Zwracamy uwagę, że kara więzienia za publikacje rodzi u dziennikarzy i wydawców obawy przed ich niewspółmiernymi skutkami, co ogranicza wolność słowa w Polsce.

Dlatego apelujemy do Prezydenta i Prokuratora Generalnego o ułaskawienie pana Andrzeja Marka.”

Ten apel został wysłany do adresatów w połowie sierpnia. Od tego czasu zmienił się tylko minister sprawiedliwości, natomiast odpowiedzi na nasze wystąpienie nie było. W dwa tygodnie później adwokat Bartłomiej Sochański, obrońca Andrzeja Marka, w swoim wniosku o wszczęcie postępowania o ułaskawienie w trybie art. 567 k.p.k., skierowanym do tych samych osób, pisał:

„Według zasad etyki i współczesnych standardów prawa, a także europejskiej obyczajowości w życiu publicznym, wymierzanie kary więzienia za dziennikarską wypowiedź jest zupełnie nieadekwatne. Potwierdzeniem takiej oceny niech będzie żywiołowy sprzeciw środowiska dziennikarskiego w tej sprawie. Orzecznictwo Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka zdecydowanie broni prawa dziennikarzy do swobody wypowiedzi.

Swoboda wypowiedzi stanowi jeden z fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz jeden z warunków jego rozwoju i samorealizacji jednostki (Handyside v. Wielka Brytania, 17.12.1976, A.25, par. 49). Zasady dotyczące swobody wypowiedzi są szczególnie ważne odniesieniu do prasy (The Observer i Guardian v. Wielka Brytania, 26.11.1991, A.216, par. 59-60). Granice swobody wypowiedzi są znacznie szersze, gdy wypowiedź dotyczy sfery życia publicznego (Lingens v. Austria, 8.07.1986, A. 103, par. 42). Swoboda dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do zastosowania pewnej przesady lub nawet prowokacji (Jersild v. Dania, 23.09.1994, A.298, par. 31).

„Niesprawiedliwość w sprawie Andrzeja Marka – wywodził dalej mecenas Sochański - wynika zasadniczo ze zdecydowanie przesadnej ingerencji Państwa. Zastosowanie przymusu Państwa w procesie karnym do osądzenia wypowiedzi dziennikarskiej zamieszczonej w lokalnej prasie pod adresem urzędnika kierującego innym lokalnym tytułem, nie było zachowaniem ani koniecznym, ani subsydiarnym, ani proporcjonalnym. O ile można ostatecznie zaakceptować zastosowanie prawa karnego wobec wydawcy naruszającego dobra osobiste przeciętnego obywatela, nie dysponującego praktycznie innymi możliwościami obrony swoich dóbr osobistych, to nie ma żadnej rzeczowej potrzeby, aby w drodze postępowania karnego chronić prawa jednego wydawcy wobec drugiego wydawcy. Wydawca takiej szczególnej ochrony nie wymaga, gdyż może w każdym czasie przy pomocy środka przekazu, jakim dysponuje, zaprzeczyć godzącej w niego wypowiedzi, w taki sposób, jaki uzna za stosowny.”

W sprawie Andrzeja Marka często zapomina się bowiem, że jego oskarżyciel, Piotr Misiłło był nie tylko pracownikiem gminy, ale także wydawcą samorządowej gazety, konkurującej z „Nowymi Wieściami Polickimi”. Dlatego mecenas Sochański podkreślał w swoim wniosku, iż „wydawca dysponuje całym szeregiem innych środków przewidzianych prawem, takich jak pozew cywilny, sprostowanie czy odpowiedź, którymi może bronić swoich praw, z pewnością nie gorzej, niż w procesie karnym. Stąd też zastosowanie w przedmiotowej sprawie sankcji karnej było zdecydowanie nieadekwatne.”

Sąd Najwyższy o stanie faktycznym

Jeśli Andrzej Marek nie zostanie ułaskawiony, to od 23 września br. powróci możliwość odbycia przez niego kary 3 miesięcy pozbawienia wolności. Jego sprawa staje się więc znów aktualna; lada dzień powrócić może debata na jej temat. Tym bardziej warto przedstawić obszerne i różnorodne argumenty, jakie znalazły się w pisemnym uzasadnieniu wyroku, jaki wydał w sprawie Andrzeja Marka Sąd Najwyższy. W składzie Henryk Gradzik (przewodniczący) oraz sędziowie Roman Sądej oraz Józef Skwierawski (sprawozdawca) SN odniósł się do stanu faktycznego w rozpatrywanej przez nich sprawie oraz do kwestii generalnych - takich jak prawo do krytyki prasowej, zakres ochrony dóbr osobistych osób publicznych, rzetelność i staranność pracy dziennikarskiej, a nawet konkurencja na rynku prasy lokalnej. Zawarte w tym uzasadnieniu stwierdzenia i oceny z jednej strony odzwierciedlają poglądy wybitnych prawników na temat zakresu wolności słowa, z drugiej - mają w tym zakresie ogromne znaczenie dla kształtowania poglądów nie tylko środowiska prawniczego, ale także samych dziennikarzy, w tym także dziennikarzy prasy lokalnej – a za ich pośrednictwem opinii publicznej.

Sędziowie SN tak przedstawili okoliczności faktyczne sprawy Andrzeja Marka: „Skazany Andrzej M. w wydawanym przez siebie lokalnym (rejon Gminy Police) tygodniku „W. P.” w artykule zamieszczonym w tym piśmie odniósł się krytycznie do inicjatywy wydawania przez organ wykonawczy samorządu terytorialnego odrębnego tygodnika („I. P.”), przeznaczonego dla społeczności tej samej gminy.

Podstawą tej krytycznej opinii, wyrażonej niezwłocznie po ukazaniu się pierwszego numeru konkurencyjnego tygodnika, było założenie, iż wydawnictwo to może być jedynie środkiem propagandowym władzy samorządowej, nie spełniającym wymogu rzetelnego informowania. Niezależnie od kwestii racjonalności takiego poglądu, nie znajdującego żadnego potwierdzenia w treści pierwszego numeru pisma, i niezależnie także od kontrowersyjności poglądu odmawiającego innemu podmiotowi prawa do korzystania z wolności prasy – kwestia ta, co oczywiste, nie stanowiła przedmiotu postępowania w niniejszej sprawie.

Przedmiotem tym stały się natomiast te wypowiedzi zamieszczone w tej i następnej publikacji A. Marka, które dotyczyły bezpośrednio osoby Piotra M., pełniącego w Zarządzie Gminy funkcję Naczelnika Wydziału Promocji i Informacji Gminy i inicjatora wydawania „I.P.”. Treść tych wypowiedzi, które stanowiły zniesławienie, przytoczona została w opisie czynu przypisanego skazanemu. Nie dysponował on w chwili publikacji żadnymi danymi, które wskazywałyby na istnienie przedstawionych przez niego faktów lub stanowiłyby usprawiedliwienie dla zaprezentowanych ocen. Żadnych okoliczności przekonujących o istnieniu opublikowanych faktów, czy uprawdopodobniających choćby oceny dotyczące sylwetki i postępowania P. M. nie ujawniono również w całym przebiegu postępowania sądowego, mimo uwzględnienia wniosków dowodowych skazanego.

W postępowaniu tym przeprowadzono dowód prawdy w zakresie faktów, a także dowody niezbędne dla wykazania, czy istniały okoliczności uzasadniające treść negatywnych ocen wyrażonych w publikacjach. W wyniku tych czynności trafnie i zgodnie z treścią ujawnionych dowodów ustalono, że zarzuty podniesione przez A. M. publicznie, w środku masowego komunikowania, były nieprawdziwe. Niezgodne z prawdą były również inne zawarte w tych publikacjach informacje dotyczące pokrzywdzonego. Sąd nie uznał ich wprawdzie za zniesławiające, lecz miały one w tej sprawie znaczenie polegające na tym, że służyły do wytworzenia u czytelnika przekonania o prawdziwości faktów i ocen objętych opisem czynu. W uzasadnieniach zapadłych rozstrzygnięć przedstawiono wyczerpująco treść dowodów oraz oceny i wnioski wynikające z ich analizy.

Ustalenia Sądów orzekających nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że nie miały miejsca fakty, o których skazany informował w swoich artykułach. Pokrzywdzony nie zniechęcał klientów do korzystania z innych nośników reklamy, nie nadużywał pełnionej funkcji publicznej, nie krytykował lokalnych mediów i nie opiewał własnych zasług. Z tego samego powodu nie znajdowało żadnego usprawiedliwienia sformułowane – na podstawie tak stworzonych faktów – stwierdzenie, że pokrzywdzony „już w pierwszym numerze” wydawanego pisma „daje wyraz swej postawy politycznej”, a nawet „celuje w partyjnictwie”. W kontekście, w jakim zamieszczona została ta ostatnia ocena, ma ona – wbrew stanowisku Sądu Rejonowego – jednoznacznie pejoratywne znaczenie. Przedstawia ona osobę pełniącą funkcję publiczną, jako niezdolną do obiektywnego postrzegania rzeczywistości, czynienia racjonalnych ocen i powodowaną dbałością o interesy wyłącznie własnego ugrupowania z ignorowaniem interesu publicznego. Należy dodać, że w pierwszym numerze pisma nie ma żadnej wypowiedzi pokrzywdzonego.

Fotograficzno – graficzny zabieg ilustrujący stronę tytułową „W. P.” w połączeniu ze związanym z nim tekstem informuje czytelników, że działalność pokrzywdzonego, Naczelnika Wydziału Promocji Gminy, jest „promocją kombinatorstwa”. Całość wypowiedzi, znajdującej kumulację i podsumowanie w części ilustracyjnej, jest w swej treści zupełnie jasną odpowiedzią udzieloną przez skazanego w nieznanej mu kwestii, bez podjęcia choćby próby sprawdzenia okoliczności faktycznych.

Pokrzywdzony od chwili podjęcia pracy w Urzędzie Gminy – jak ustalono w toku postępowania – zaprzestał prowadzenia własnej agencji reklamowej. Jest oczywiste, że nawet gdyby prowadził ją nadal, to i wówczas nie uzasadniałoby to wcale – bez ustalenia konkretnych okoliczności o przeciwnej wymowie – twierdzenia o jego nieuczciwości. Natomiast zaniechanie sprawdzenia czy takie okoliczności istnieją, a zwłaszcza pominięcie – łatwego w praktyce – ustalenia, czy pokrzywdzony agencję tę nadal prowadzi, było w tych warunkach świadomym, publicznym pomówieniem o nieuczciwość, przybierającym w publikacji przemyślaną, spektakularną formę wyrazu. Kombinatorstwo jest synonimem nieuczciwości, skłonności do podejmowania nielegalnych przedsięwzięć i oszukańczych interesów. Zwrot „promocja kombinatorstwa”, choć może sugerować, że pokrzywdzony „tylko” propaguje takie sposoby postępowania, jest w istocie zręcznym wykorzystaniem treści jego działalności publicznej, odzwierciedlonej w nazwie stanowiska - dla wzmocnienia efektu wynikającego z kontrastu negatywnej sylwetki i charakteru pełnionej funkcji. Przekazanie informacji o postawie, sylwetce oraz sposobie postępowania pokrzywdzonego uczynione zostało publicznie w sytuacji, w której – na czas pełnienia swej funkcji – zawiesił działalność swojej firmy.

W sprawie niniejszej do czasu zakończenia postępowania nie ujawniono również żadnych okoliczności, które w jakimkolwiek stopniu uzasadniałyby prezentowane w publikacjach skazanego oceny dotyczące sposobu objęcia urzędu przez pokrzywdzonego. Stwierdzenie: „logicznie rzecz biorąc, tylko jakiś szantaż, niezrozumiałe partyjne szachy mogły wynieść M. na funkcję naczelnika” – obok zamieszczonej w innym miejscu opinii, zgodnie z którą pokrzywdzony „jest koszmarnym snem” przedstawiają urzędnika jako osobę w tak wysokim stopniu nieodpowiednią do pełnienia powierzonej mu funkcji, że nie jest logicznie możliwe, aby osoba taka mogła otrzymać ten urząd w sposób zgodny z powszechnie przyjmowanymi regułami.

Piszący, zorientowany przecież w sprawach publicznych, nie mógł nie mieć przy tym świadomości, że o obsadzie personalnej decyduje w takich wypadkach koalicja ugrupowań dysponujących większością w radzie gminy, i że ten właśnie sposób obsady stanowisk – powszechny w politycznej praktyce – nie narusza utrwalonych reguł postępowania. Z opinii przytoczonych wyżej, przedstawionych publicznie lokalnej społeczności wynika natomiast przekonanie piszącego, iż kandydatura Piotra M. była tak dalece niestosowna, że te zwykłe reguły nie mogły być wystarczające. Jest zrozumiałe, że przedstawienie określonych okoliczności świadczących o istnieniu wiarygodnych podstaw takiego przekonania, przesądzałoby o działaniu pozostającym w granicach prawa do dziennikarskiej krytyki i prawa do swobody wyrażania opinii. W tym jednak wypadku opinie te nie miały żadnych podstaw, ani w przedstawianych wyżej niezgodnych z prawdą faktach, ani w jakichkolwiek innych zaszłościach. Wyrażają one posiadane wyłącznie przez ich autora przekonanie, że pokrzywdzony pozbawiony jest nie tylko moralnych i zawodowych kwalifikacji do pełnienia funkcji, lecz także w ogóle niestosowny w takim stopniu, że żadne uczciwe i rozsądnie pojmowane kryteria jego wyboru nie mogły być stosowane.

Zła wola odegrała decydującą rolę

Stronę podmiotową czynu charakteryzuje przede wszystkim i w bardzo istotny sposób fakt, iż skazany w chwili publikacji wiedział, że opisywane przez niego fakty nie miały miejsca, a formułowane oceny nie wynikają z żadnych znanych mu okoliczności faktycznych. W czasie przygotowywania publikacji nie podjął bowiem czynności zmierzających do ustalenia okoliczności przydatnych dla treści wypowiedzi, a zwłaszcza ocen dotyczących kompetencji pokrzywdzonego, jego uczciwości i sposobu pełnienia obowiązków. Zdecydowanie negatywne oceny niweczyły w opinii publicznej jego dotychczasowy dorobek zawodowy i przedstawiały go jako niegodnego zaufania potrzebnego dla wykonywania jego obowiązków. Oczywistym, i objętym zamiarem skazanego, skutkiem tych ocen było jednocześnie zakwestionowanie osobowości i sylwetki podejrzanego, jako człowieka lekceważącego zasady ludzkiej i zawodowej przyzwoitości. Ujmując rzecz lapidarnie, po lekturze publikacji skazanego czytelnik nie mógł mieć wątpliwości, że w Zarządzie Gminy pracuje człowiek, który nie powinien pełnić funkcji publicznej.

Trzeba podkreślić, że zawarte w publikacjach stwierdzenia odniesione zostały do osoby, której skazany nie znał, ani osobiście, ani z treści publicznych wystąpień, nie znał jej zawodowej przydatności, ocen jego dotychczasowej zawodowej działalności, ani jego postawy jako urzędnika – a te właśnie kwestie uczynił przedmiotem swych publikacji. Piszący nie skorzystał z możliwości skonfrontowania celowości i podstaw swego zamierzenia z doświadczeniem bezpośredniej rozmowy z pokrzywdzonym. Zrezygnował ze sposobności do poczynienia własnych bezpośrednich spostrzeżeń, nie dopuszczając możliwości ewentualnej weryfikacji swego stanowiska. Tymczasem potrzebę takiego postąpienia dyktował dodatkowo fakt, iż pokrzywdzony w chwili pierwszej publikacji pracował w Urzędzie Gminy dopiero miesiąc, a funkcję naczelnika pełnił od zaledwie kilku dni. Niewątpliwa determinacja w zniesławianiu pokrzywdzonego nie pozwoliła skazanemu skorygować swego postępowania także po otrzymaniu w krótkim czasie kolejnych sprostowań P. M. Żadnego z nich nie opublikował i nigdy nie poinformował pokrzywdzonego o przyczynach odmowy ich opublikowania. Ta sama determinacja spowodowała natomiast opublikowanie ośmieszającego komentarza do nieopublikowanych sprostowań, wraz z zarzutem „niezrozumienia pojęcia wolności prasy”. Teksty wszystkich sprostowań utrzymane były w rzeczowym i spokojnym tonie.

W kwestii „promocji kombinatorstwa” skazany przyznaje wprost, że żadnymi w tym zakresie dowodami nie dysponował, i zmierzał jedynie do wyjaśnienia sprawy. Fakt, iż pokrzywdzony w skardze prywatnej twierdzi – wywodzi A. M. – że nie wykorzystywał pełnionej funkcji dla osiągania korzyści przez jego firmę, jest „satysfakcjonującym potwierdzeniem” sensu wyrażonej w publikacji troski o oddzielenie funkcji publicznej od interesów prywatnych.

Stanowisko takie wymaga komentarza. Przede wszystkim, tekst zamieszczony pod ilustracją nie określa jednoznacznie przedmiotu żądanego wyjaśnienia. Nie wiadomo więc, czy wyjaśnienia wymaga fakt prowadzenia nieuczciwych interesów, czy ich okoliczności. Wątpliwość tę rozstrzyga jednak w odbiorze czytelnika tytuł publikacji (pozbawiony znaku zapytania) w powiązaniu z treścią ilustracji. Konstrukcja publikacji jest zatem świadomym nadużyciem, polegającym na przedstawieniu jako faktu – mimo nieustalenia przez piszącego okoliczności o znaczeniu podstawowym – niczym nieusprawiedliwionego domniemania autora publikacji.

Po wtóre, oskarżyciel prywatny znacznie wcześniej, bo już w sprostowaniu przesłanym A. M. i nieopublikowanym przez niego zawarł to samo stwierdzenie, co w skardze prywatnej – lecz nie stanowiło ono wówczas dla skazanego „satysfakcjonującego potwierdzenia”, ani powodu do opublikowania sprostowania czy przeproszenia pokrzywdzonego. Dla skazanego istotna była jedynie jego osobista satysfakcja, nieistotna zaś i całkowicie zbędna jakakolwiek rehabilitacja bezpodstawnie pomówionego przez niego Piotra M. Przy deklarowanych przez skazanego dobrych intencjach nic nie stało przecież na przeszkodzie, aby opublikować sprostowanie i przeprosić pokrzywdzonego, nie dopuszczając do procesu sądowego i - co znacznie ważniejsze – czyniąc to, czego wymagało elementarne poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości. Skazany nigdy tego nie uczynił, i to mimo licznych sposobności zarówno przed wszczęciem postępowania, jak i w jego toku, a nawet po uprawomocnieniu się wyroku – a więc wtedy, kiedy obok racji moralnych istniał odrębnie prawnie nałożony obowiązek.

W końcu, gdyby zamiarem skazanego – jak twierdzi – było istotnie spowodowanie jedynie wyjaśnienia określonych okoliczności, to z pewnością, gdyby działał w dobrej wierze, nie ogłaszałby publicznie i przedwcześnie wiadomości o nieuczciwości pokrzywdzonego. Tylko w wypadku ujawnienia faktów świadczących o wykorzystywaniu przez Piotra M. funkcji publicznej dla interesów jego prywatnej firmy adekwatne byłyby – jednoznacznie pomawiające go – ilustracje i tytuł publikacji, mającej czysto informacyjny charakter. Pogląd jakoby bez racjonalnych podstaw faktycznych można – bez kolizji z normą prawną – pomówić wskazaną imiennie osobę o naganne moralnie, czy nawet karygodne postępowanie, tylko w celu zmuszenia jej do ustosunkowania się do zarzutu, jest i błędny i cyniczny. Podobnie, upatrywanie w takim postępowaniu realizowania dziennikarskiej „misji”, pełnionej w służbie interesu publicznego, słusznie budzi sprzeciw nie tylko opinii publicznej, lecz także tej części środowiska dziennikarskiego, która szanuje aksjologiczne podstawy swego zawodu.”

Wolność słowa według Andrzeja Marka

Po przedstawieniu tych okoliczności sprawy sędziowie SN tak formułują wizję „wolności słowa rozumianej przez Andrzeja Marka”: „Skazany z konsekwencją demonstrował w tej sprawie postawę świadczącą o tym, że w granicach pojęcia wolności wypowiedzi i dopuszczalnej krytyki mieści się nieskrępowana, nie licząca się z realiami dowolność w zniesławieniu wskazanych imiennie osób, wykluczająca przy tym możliwość uwzględnienia ich stanowiska we własnej sprawie – i to tak przed, jak i po publikacji. W granicach tak rozumianej wolności korzystający ze środka masowego komunikowania ma zatem prawo kreowania rzeczywistości i cenzurowania wszystkiego, co jej nie odpowiada – co pozwala pozbawić czytelnika prawa do informacji o stanowisku pomówionego, także wtedy, kiedy przeczy on istnieniu faktów i okoliczności, które uczyniono podstawą zniesławiającej publikacji.

Tak pojmowana swoboda w ferowaniu publicznego osądu sprzeciwia się zasadom moralnym, normom prawa i demokratycznym urządzeniom społecznym. Nie ma też nic wspólnego z prawem do krytyki jakiejkolwiek osoby, w tym osoby publicznej. Prawo do obrony, także w postaci prawa do opublikowania sprostowania, jest cywilizacyjnym standardem, a kwestionowanie tego prawa uznać trzeba za anachronizm, będący reliktem autorytarnego, przedmiotowego traktowania osoby. W wypadku osądzania konkretnej osoby respektowanie reguły audiatur et altera pars nie ogranicza prawa do krytyki, lecz czyni ją moralnie uprawnioną i przez to skuteczną. Pozwala też na rozważenie i zobiektywizowanie wypowiedzi, albo – co szczególnie istotne – na uniknięcie bezpodstawnego pomówienia. W tej ostatniej kwestii trafnie przytoczono w kasacji, obok wyrażonego przez Trybunał poglądu, iż „granice dopuszczalnej krytyki są szersze w stosunku do polityków”, uczynione w tym samym orzeczeniu zastrzeżenie, zgodnie z którym „nie oznacza to oczywiście, że ktoś tylko dlatego, że jest politykiem, może być bezkarnie szkalowany bez możliwości obrony dobrego imienia” (sprawa Lingens przeciwko Austrii).

Potwierdzić też należy – jako trafne – ustalenie, iż postępowanie A. M. nie było podyktowane obroną społecznie uzasadnionego interesu. Podnoszenie obiektywnie nieprawdziwych zarzutów, niezależnie od tego czy wynika z rażącej niestaranności, nierzetelności i nieodpowiedzialności, czy z celowego posłużenia się nieprawdą (jak w niniejszej sprawie) – nie realizuje idei swobody wypowiedzi i pozostaje ab ovo poza granicami dopuszczalnej krytyki. Nie służy również – co oczywiste – obronie jakiegokolwiek społecznie uzasadnionego interesu. Służyć może jedynie doraźnym interesom zniesławiającego, nigdy zaś interesowi publicznemu, który nie odnosi przecież żadnej korzyści z informacji fałszywej, wprowadzającej opinię publiczną w błąd, nie dającej się zatem wykorzystać zgodnie z tym interesem, bo nie przyczyniającej się do opisu rzeczywistości. Przeciwnie, informacja nieprawdziwa działa na szkodę tego interesu, obniżając zaufanie jej odbiorcy do źródła informacji. O ile niesporne jest zatem, że interes prywatny może być również uzasadniony społecznie, o tyle rozważanie tej kwestii w wypadku nieprawdziwości zarzutu jest całkowicie bezprzedmiotowe.”

To była obrona własnego interesu

W dalszej części uzasadnienia sędziowie SN dochodzą do bardzo ciekawego wniosku dotyczącego rzeczywistych intencji redaktora Andrzeja Marka: „W kwestii motywu działania A. M. przyjąć trzeba, że jeżeli przyczyn determinacji i konsekwencji, z jaką występował przeciwko P. M. nie można upatrywać ani w powodach wskazywanych przez skazanego (bo w rzeczywistości nie istniały), ani w „osobistych animozjach mających podłoże personalne” (co trafnie podkreślano skargach apelacyjnych) – to nie wynika z tego wcale, że skazany działał irracjonalnie. Motywy jego działania objaśniają przekonująco okoliczności świadczące o istnieniu pilnej potrzeby obrony interesów należącego do niego wydawnictwa, które zagrożone zostały inicjatywą wydawania nowego pisma, a w szczególności świadczeniem usług reklamowych, zwiększającym konkurencję na rynku reklam.

Skazany, broniąc własnego, zagrożonego interesu, mógł podjąć różne działania zwiększające konkurencyjność swego pisma. Mógł również w rzeczowej, publicznej wypowiedzi podjąć problematykę racjonalnego kształtowania reguł tworzenia lokalnego rynku prasy, albo ujawnić – gdyby dysponował taką wiedzą – ewentualne fakty świadczące o działaniu mechanizmów nieuczciwej i niezgodnej z prawem konkurencji. Działań takich nie podjął, bo nie sposób uznać za nie napastliwej i emocjonalnej próby zakwestionowania prawa lokalnego samorządu do wydawania własnego pisma.

Jest oczywiste, że o społecznej przydatności pisma i jego powodzeniu rozstrzyga opinia jego odbiorców, a nie administracyjna ingerencja, czy opinia konkurencji, antycypująca propagandowy charakter wydawnictwa. Niewiara w skuteczność tej próby była w powstałej sytuacji przyczyną ataku na cel zastępczy, a więc motywem ukierunkowanych personalnie zarzutów przeciwko uosabiającemu powstałe zagrożenie inicjatorowi pomysłu wydawania pisma samorządu. A. M. chciał przekonać opinię publiczną, że P. M. jest osobą pozbawioną moralnych i zawodowych kwalifikacji. Bezpodstawność podniesionych zarzutów pozwala twierdzić, że działania takie podjąłby skazany w stosunku do każdej osoby pozostającej w formalnej sytuacji pokrzywdzonego, ponieważ nie osobiste cechy i właściwości takiej osoby, lecz potrzeba obrony własnego dobra, była decydującym motywem działania. W miejsce rzeczywistego problemu skazany stworzył nierzeczywisty wizerunek złego człowieka, z nadzieją skompromitowania go w opinii publicznej i przywrócenia stanu sprzed jego inicjatywy, w którym władze samorządowe nie wydawały pisma posiłkującego się wpływami z reklam, a wielokrotnie, przychylnie przez niego oceniany poprzednik pokrzywdzonego nie zagrażał interesom firmy A. M.”

Dla sędziów SN wniosek jest oczywisty – redaktorowi Andrzejowi Markowie nie chodziło nie o wolność słowa, a o zagrożenie ze strony konkurencyjnej prasy samorządowej. Jak jednak ma się to do skazania na karę więzienia za publikację prasową? Przechodząc do tego tematu, sędziowie SN zauważają, co następuje:

„Należy przypomnieć, że w postanowieniach rozdziału II Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, określających deklarowane i konstytucyjnie chronione wolności oraz prawa osobiste i polityczne człowieka i obywatela, do wartości tych zaliczono zarówno godność człowieka, jako „źródło wolności i praw człowieka i obywatela”, nakazując jej poszanowanie i ochronę władzom publicznym (art. 30 ust. 1) oraz prawo do ochrony czci i dobrego imienia (art. 47) – jak i wolność wyrażania swoich poglądów (art. 54 ust. 1), a więc wolność wypowiedzi. Niezależnie od stanowiska zajmowanego w kwestii hierarchii poszczególnych wartości i praw, uzasadnione jest stwierdzenie, że istnieją stałe, oddziałujące wzajemnie i wieloaspektowo zależności między stanem poszanowania każdej z tych wartości a warunkującym ten stan i zależnym od niego jednocześnie, realnym wymiarem godności człowieka. Od praktyki kształtującej te powiązania i relacje zależy społeczny proces wzmacniania lub hamowania rozwoju kulturowego ludzkiej cywilizacji.

Kolizja wartości ich nie eliminuje

Już sam fakt jednoczesnego realizowania różnych wolności i praw przysługujących każdej osobie prowadzi nieuchronnie do kolizji, wymagających rozstrzygnięcia, której z wartości udzielić należy ochrony, rezygnując – z konieczności – z ochrony innej wartości. Jednym ze sposobów rozwiązywania takich kolizji jest ustanowienie prawnych ograniczeń w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw – ze względu na konieczność ochrony dobra powszechnego albo wolności i praw innych osób. Rozwiązanie takie, wyznaczające prawne granice wolności i praw, wyrażone zostało w art. 31 ust. 3 Konstytucji w postaci klauzuli ogólnej, dotyczącej wszystkich konstytucyjnych wolności i praw.

Wolność wypowiedzi, będąca przedmiotem niniejszych rozważań, przysługuje również prasie, która „urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej” (art. 1 pr. prasowego). Krytyka może przybrać postać krytyki spersonalizowanej, w tym wyrażającej dezaprobatę, przedstawiającej zatem określoną osobę w wyłącznie złym świetle, a więc naruszającej jej godność, cześć i przynależny jej szacunek. Właśnie godność i cześć jednostki jest tym dobrem, które często zostaje naruszone w wyniku korzystania z wolności wyrażania swoich poglądów i prawa do krytyki.

Granice wolności słowa i dopuszczalnej krytyki wyznaczają – zgodnie z wymaganiem formalnym wskazanym w art. 31 ust. 3 Konstytucji – ustawowe normy różnych gałęzi prawa. Na gruncie prawa karnego, w odniesieniu do omawianej problematyki zniesławienia w wyniku realizacji prawa do krytyki, klauzulę ogólną zawartą w art. 31 ust. 3 Konstytucji konkretyzuje treść art. 213 § 2 k.k. Przepis ten, stanowiący kontratyp dozwolonej krytyki, wyłącza bezprawność zniesławienia ustalając, iż „nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2 k.p.k., kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu”.

Postanowienie to, precyzując granice prawnie dopuszczalnej krytyki wskazuje jednoznacznie, że w tych jedynie wypadkach ustawodawca rezygnuje z ochrony czci, godności i dobrego imienia jednostki. Poza granicami dopuszczalnej krytyki pozostaje zatem wypadek każdego innego zachowania, nie odpowiadającego wymaganym łącznie znamionom kontratypu, określonym w art. 213 § 2 zd. 1 k.k. Dalsza część tego przepisu, nie jest dla niniejszych rozważań interesująca, skoro działanie A. Marka pozostaje poza granicami prawnie dopuszczalnej krytyki już z powodu nieprawdziwości podniesionych zarzutów.”

W tym miejscu sędziowie SN wypowiadają uzasadnienie stosowania odpowiedzialności karnej wobec osób naruszających normę publikowania jedynie prawdziwych wiadomości, które służą uzasadnionemu interesowi społecznemu:

„Podstawą odpowiedzialności skazanego zasadnie uczyniono zatem normę typu kwalifikowanego (art. 212 § 2 k.k.) przestępstwa określonego w art. 212 § 1 k.k. Surowsza ocena prawna w wypadku podniesienia w środku społecznego komunikowania nieprawdziwego lub nawet prawdziwego zarzutu, lecz nie służącego obronie społecznie uzasadnionego interesu, nie jest przejawem woluntaryzmu ustawodawcy, lecz uwzględnia z wymaganą racjonalnością wyższy stopień społecznej szkodliwości czynu i większy rozmiar krzywdy wyrządzonej jednostce ze względu na zasięg i intensywność działania pomówienia. Jest oczywiste, że surowszą odpowiedzialność ponosi na podstawie tego przepisu nie tylko dziennikarz, lecz także każda osoba korzystająca ze sposobności opublikowania zniesławiającej wypowiedzi w środku społecznego komunikowania lub publikująca ją w inny sposób, porównywalny co do zasięgu oddziaływania.

Wprowadzenie zakazu cenzury prewencyjnej środków społecznego komunikowania (art. 54 ust 2 Konstytucji) nie uzasadnia wniosku, że cześć, godność i dobre imię człowieka nie podlegają ochronie – ani poglądu, że ochrona tych wartości pozostaje odtąd wyłącznie kwestią niczym nie ograniczonej woli autora wypowiedzi. Przeciwnie, funkcję wstępnej kontroli zgodności publikacji z wymaganiami określonymi w przepisach prawa, w tym prawa prasowego, powierza m.in. autorowi krytycznej wypowiedzi – a w wypadku niespełnienia tych wymagań zapewnia ochronę godności pokrzywdzonego, przewidując odpowiedzialność karną autora na podstawie art. 212 § 2 k.k., niezależnie od przyczyny podniesienia nieprawdziwego zarzutu.

Swoboda wypowiedzi i prawo do krytyki chronione są natomiast należycie przez sam fakt wyłączenia bezprawności działania w wypadku podniesienia lub rozgłoszenia zarzutu prawdziwego, służącego obronie społecznie uzasadnionego interesu. Z punktu widzenia zasad moralno-etycznych, reguł współżycia społecznego i potrzeby ochrony powszechnie akceptowanych wartości całkowicie niezrozumiałe byłoby zarówno twierdzenie, że swoboda wypowiedzi i prawo do krytyki realizowane są również w wypadku podnoszenia czy rozgłaszania nieprawdziwego zarzutu zniesławiającego, jak i domaganie się prawnej ochrony takiego postępowania. Te same zasady, reguły i potrzeby legły u podstaw rozwiązań prawnych przyjętych przez przepisy prawa prasowego. Zobowiązują one do:

  • urzeczywistniania prawa obywateli do ich rzetelnego informowania (art. 1), a więc uczciwego, nie wprowadzającego błąd co do istoty opisywanych zaszłości,
  • prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk (art. 6),
  • działania zgodnego z etyką zawodową, zasadami współżycia społecznego oraz pozostającego w granicach określonych przepisami prawa (art. 10 ust. 1),
  • „zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzenia zgodności z prawdą uzyskanych wiadomości lub podania ich źródła” (art. 12 ust 1 pkt 1), a także
  • chronienia dóbr osobistych (art. 12 ust. 1 pkt 2).

Nie budzi zatem żadnych wątpliwości zarówno fakt umiejscowienia wskazanych obowiązków w ustawie określającej status zawodu dziennikarskiego, jak i wniosek, że zawarte w niej postanowienia wynikają z tych samych aksjologicznych podstaw, które przesądziły o treści normatywnych rozwiązań konstytucyjnych i prawnokarnych. Wymagania prawdziwości informacji oraz warsztatowej rzetelności stanowią więc rozstrzygające kryteria ustalania granicy wolności wypowiedzi i prawa do krytyki.”

Prawdziwe muszą być i fakty, i oceny

„W doktrynie przyjmuje się, że „granicą wolności słowa i wolności prasy jest kłamstwo; tam gdzie się ono zaczyna, kończy się wolność prasy” (J. Sobczak: Ustawa Prawo prasowe – Komentarz, Warszawa 1999, s. 92). Ze szczególną stanowczością pogląd ten należy odnieść do granic dopuszczalnej, spersonalizowanej krytyki. W literaturze przedmiotu podkreśla się że: „informacje o innych osobach muszą być weryfikowane w pełnym zakresie. Muszą być one sprawdzone co do tego, czy są zgodne z prawdą lub oparte o pewne i wiarygodne źródło informacji” (J. Sobczak – op. cit., s. 166). Według tego samego Autora „nieprawdziwe, niesprawdzone wypowiedzi w sprawach publicznych, oparte na plotkach i pomówieniach, kłamliwe opinie krytyczne stanowią przekroczenie granic wolności wypowiedzi” (Ustawa Prawo prasowe – Komentarz, w druku).

Naruszanie godności i dobrego imienia przez podnoszenie i rozgłaszanie nieprawdziwych zarzutów ma w naszym kręgu cywilizacyjno-kulturowym jednoznacznie negatywną ocenę z powodu fundamentalnych racji moralnych i etycznych. W tym zatem zakresie ingerencja prawa – respektującego te racje – w niczym nie narusza wolności wypowiedzi, która nie jest przecież równoznaczna z prawem do całkowitej dowolności, ani zgodą na działanie wolnego rynku werbalnego zła, lecz pozytywną wartością dojrzałej i odpowiedzialnej wolności.

Nieprawda nie realizuje idei wolności wypowiedzi i nie służy żadnej innej wartości, a więc i obronie społecznie uzasadnionego interesu, bo czynienie zła nie przysparza dobra. Nie oczekuje jej również odbiorca informacji, skoro nie urzeczywistnia jego prawa do informacji rzetelnej, lecz lekceważy go, dezinformuje i traktuje przedmiotowo. Nieprawda sprzeniewierza się idei wolności wypowiedzi, deprecjonując samą jej istotę. Inne rozumienie swobody wyrażania poglądów, w tym prawa do krytyki, wyrażałoby aprobatę dla stałego obniżania kulturowych standardów oraz redukcji poziomu przyzwoitości, wrażliwości i odpowiedzialności.”

Sędziowie SN stwierdzają dalej, iż dowód prawdy obowiązuje autorów nie tylko w stosunku do przedstawianych faktów, ale także opinii, czyli sądów wartościujących: „W kwestii faktów rozstrzyganie w przedmiocie prawdziwości – decydujące najczęściej o udzieleniu ochrony dobremu imieniu albo wolności wypowiedzi – następuje w drodze przeprowadzenia dowodu prawdy i oceny jego wiarygodności. Okoliczność, iż sądy wartościujące (ujemne opinie i oceny) nie poddają się podobnej weryfikacji nie może oznaczać, że w wypadku zniesławiających ocen potrzeba prawnej ochrony godności osoby nie może być realizowana. Akceptowanym w orzecznictwie i doktrynie, racjonalnym kryterium dopuszczalności krytyki w tej postaci jest bowiem wskazanie dostatecznych podstaw faktycznych zniesławiających ocen.

W wypowiedziach skazanego, objętych opisem przypisanego mu czynu, obok nieprawdziwych faktów są również oceny. W realiach niniejszej sprawy nie jest przy tym istotne istnienie trudności w zakwalifikowaniu niektórych wypowiedzi do faktów, czy ocen. Istotne jest natomiast, że pozostają one w ścisłym związku z faktami mającymi te oceny uzasadniać, a skazany miał świadomość nieprawdziwości tych faktów. Wynikający z tego oczywisty brak uzasadnienia oceny okolicznościami faktycznymi jest nadużyciem wolności wypowiedzi i dopuszczalnej krytyki.

Takie stanowisko wyraził Trybunał w sprawie Feldek przeciwko Słowacji w orzeczeniu z dnia 12 lipca 2001 r. (I.C. Kamiński, Swoboda wypowiedzi ..., Zakamycze 2003, s. 98), stwierdzając, że przy braku dostatecznej podstawy faktycznej wyrażonej opinii, dochodzi do nadużycia wolności słowa. Wbrew poglądowi komentatora, nie wynika z tego wymaganie ograniczone jedynie do postulatu zgodnie z którym „między oceną a rzeczywistością powinien istnieć pewien związek” (op. cit., s. 100). „Pewien”, to jakiś, jakikolwiek – co w żadnym stopniu nie odpowiada znaczeniu zwrotu „dostateczne podstawy faktyczne”. Pomówienie o nieuczciwość uzasadnione tylko majętnością określonej osoby spełniałoby proponowany przez komentatora warunek dopuszczalności krytyki, mimo oczywistego nadużycia swobody wypowiedzi.

Świadome przedstawienie przez skazanego w publikacjach nieprawdziwych faktów i informacji o właściwościach pokrzywdzonego w postaci ocen „uzasadnionych” tymi faktami, wyklucza możliwość oceny takiego zachowania, jako odpowiadającego znamionom kontratypu określonego w art. 41 pr. prasowego, skoro przepis ten udziela ochrony krytyce „rzetelnej, zgodnej z zasadami współżycia społecznego”.

Z tych samych powodów niezasadne byłoby również twierdzenie, że skazany działał w – opartym na uzasadnionych podstawach – przeświadczeniu, że zarzuty są prawdziwe i że broni społecznie uzasadnionego interesu. Postępowanie A. M. nie daje się bowiem usprawiedliwić dobrą wiarą, ani działaniem w obronie takiego interesu. Niczego nie zmienia w tych warunkach okoliczność, że publikacje dotyczyły osoby pełniącej od kilku dni funkcję publiczną we władzach lokalnego samorządu. Skazany podniósł bowiem ze złą wiarą nieprawdziwe zarzuty przedstawiające informacje o jej nieuczciwym postępowaniu i negatywnych właściwościach, w celu zdyskredytowania jej w opinii publicznej jedynie z powodu przejawienia inicjatywy wydawniczej pozostającej w granicach powierzonych jej zadań – i to w sytuacji, w której inicjatywa ta mogła tylko, lecz wcale nie musiała wpływać na konkurencyjność i rentowność firmy wydawniczej skazanego.”

Dlaczego kara nie była nadmierna

W końcowej części uzasadnienia swojego wyroku sędziowie SN odnieśli się do najbardziej kontrowersyjnej kwestii – wysokości wymiaru kary, choć jej właśnie kasacja, wniesiona w sprawie Andrzeja Marka przez Rzecznika Praw Obywatelskich, nie dotyczyła:

„Zagadnienie proporcjonalności prawnej reakcji nie jest specyficzne dla ochrony swobody wypowiedzi. Rozważając je w sprawie Skałka przeciwko Polsce Trybunał podkreślił, że chodzi o powszechną zasadę współmierności kary, zawartą we wszystkich klauzulach limitacyjnych odnoszących się do ingerencji w swobodę realizowania praw ujętych w katalogu Konwencji (vide: I.C. Kamiński – op. cit., s. 388; B. Gronowska: Wyrok Europejskiego Trybunału ..., PiPr 2003, nr 12, s. 163) i stosowaną przez sądy orzekające.

Skarżący, dysponując możliwością podniesienia zarzutu wskazującego na uchybienie tego samego rodzaju, jak dostrzeżone przez Trybunał w przytoczonej ostatnio sprawie, nie uczynił tego – ponieważ nie twierdzi wcale, by miało ono miejsce. Nie kwestionuje bowiem, że sądy orzekające wzięły pod uwagę „stopień zawinienia i społeczną szkodliwość czynu”, lecz ocenia jedynie – bez jakiegokolwiek uzasadnienia tej oceny – że kategorie te „nie przemawiały za wymierzeniem oskarżonemu najsurowszej rodzajowo kary z katalogu kar dostępnych sądowi”. Jest oczywiste, że w takiej postaci, nawet w wypadku dopuszczalności zarzutu niewspółmierności kary, nie mógłby on ulec rozpoznaniu, jako pozbawiony wszelkiej uzasadnionej go argumentacji.

Sama jedynie ogólnikowa ocena skarżącego, jest być może skutkiem dość oczywistego braku argumentów. Nie wiadomo bowiem dlaczego argumentem wspierającym tę ocenę jest „stopień zawinienia”, skoro nie budzi wątpliwości ustalenie go w stopniu najwyższym, charakteryzującym się świadomym podniesieniem i publicznym rozgłoszeniem nieprawdziwego zarzutu naruszenia czci i dobrego imienia pokrzywdzonego. Niezrozumiałe jest również, dlaczego wymiaru kary nie uzasadnia dostatecznie wysoki w tej sprawie stopień społecznej szkodliwości czynu, wynikający z przedstawionej wyżej charakterystyki przedmiotowych i podmiotowych okoliczności.”

Sędziowie SN nie mają wątpliwości, że zachowanie redaktora Marka już po wniesieniu aktu oskarżenia istotnie wpływało na decyzje sądów w jego sprawie:

„Wymierzając karę, sąd miał obowiązek uwzględnić również „zachowanie się po popełnieniu przestępstwa, a zwłaszcza starania o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie w innej formie społecznemu poczuciu sprawiedliwości” (art. 53 § 2 k.k.). Jest oczywiste, że konfrontacyjna postawa skazanego, jego niezdolność do dostrzeżenia jakiejkolwiek niewłaściwości postępowania czy wyrażenia jakimkolwiek gestem woli oddania pokrzywdzonemu należnej mu satysfakcji, trwanie w decyzji nieprzeproszenia pokrzywdzonego wbrew wszelkim moralnym racjom – to okoliczności, które również musiały wpływać na kształtowanie orzeczenia o karze.”

Przy okazji sprawy Andrzej Marka sędziowie SN rozprawili się z projektami zmiany art. 212 kodeksu karnego: „Przewidziane w sankcji art. 212 § 2 k.k. zagrożenie karą nie zawiera klauzuli wyłączającej dopuszczalność wymierzenia kary pozbawienia wolności sprawcy, który jest dziennikarzem. Klauzula taka łamałaby zasadę równości wobec prawa.

W niniejszej sprawie, wbrew rozpowszechnionej w mediach informacji i mimo wskazanych okoliczności czynu, Sąd nie wymierzył skazanemu kary pozbawienia wolności w postaci, która podlega wykonaniu; przeciwnie, w przekonującym wywodzie wskazał powody, dla których karę orzeka w wymiarze zbliżonym do dolnej granicy zagrożenia, uznaje jej wykonanie za zbędne, a za wystarczające orzeczenie jej w postaci środka probacyjnego, mającego zapobiegać ponownemu popełnieniu przestępstwa. Jest to szczególna forma wymiaru kary, zasadniczo różna od kary pozbawienia wolności podlegającej wykonaniu.

W chwili orzekania o karze Sąd nie mógł liczyć się z możliwością powstania niewątpliwie wyjątkowej sytuacji, polegającej na odmowie wykonania prawnego obowiązku przeproszenia pokrzywdzonego i prowadzącej do zarządzenia wykonania kary wbrew pierwotnej woli Sądu. Fakt, iż A. M. nie przeprosił pokrzywdzonego wtedy, kiedy obowiązek ten miał charakter wyłącznie moralny, a niespełnienie go było wówczas wyrazem lekceważenia pokrzywdzonego, nie przemawiał wcale za możliwością zlekceważenia także prawomocnego wyroku. Odmowa wykonania prawnego obowiązku, zakomunikowana Sądowi na posiedzeniu poprzedzającym rozstrzygnięcie w przedmiocie wykonania kary stanowiła świadomą presję wywartą na Sąd w celu zmuszenia go do wyboru między rozstrzygnięciem o całkowitej bezkarności, a zarządzeniem wykonania kary. Zapadłe rozstrzygnięcie oceniono następnie w mediach jako represjonowanie dziennikarza więzieniem „za wolne słowo”. Skazany, hołdując bezrefleksyjnym poglądom o absolutnej wolności wypowiedzi, zmierzał w ten sposób do otwartej konfrontacji z wymiarem sprawiedliwości, stosującym prawo przewidujące rozsądne i nie dające się kwestionować ograniczenia tej wolności.”

Powrót pojęcia dobrej wiary

Podsumowując swoje uwagi, sędziowie SN przedstawili granice ponoszenia kary pozbawienia wolności w ramach odpowiedzialności za słowo: „Można podzielić opinię, że – co do zasady – wymierzanie kary pozbawienia wolności, w jej postaci podlegającej wykonaniu, nie znajduje przekonującego uzasadnienia w wypadkach, w których ustalono – niezależnie od treści wypowiedzi – iż sprawca (nie tylko dziennikarz) działał w dobrej wierze. Jednakże w wypadku świadomego i celowego zniesławienia osoby możliwości orzeczenia takiej kary nie można in concreto wykluczyć. Wypada dodać, że nie wymierzono jej skazanemu.”

Na zakończenie uzasadnienia sędziowie SN stwierdzili:

„W podsumowaniu niniejszych rozważań podkreślić trzeba stałą aktualność poglądu, zgodnie z którym o prawdę, przestrzeganie zasad, uznanie dla ogólnych czy własnych interesów najlepiej zabiegać sposobami i środkami, które nie budzą moralnego sprzeciwu i są zgodne z prawem. Prawdziwe przedstawianie omawianych zjawisk, a zwłaszcza osób, jest najpewniejszym, zawsze wolnym od ingerencji prawa sposobem realizacji wolności słowa i prawa do krytyki. Jest natomiast oczywiste, że prawo nie może akceptować bezprawia, także wtedy, kiedy przybiera ono postać koniunkturalnego czy relatywistycznego zacierania różnicy między tym co zgodne, a tym co sprzeczne z czytelną i niekontrowersyjną aksjologicznie normą”.

Jak jednak przypomina w swojej prośbie o ułaskawienie Andrzeja Marka jego adwokat, mecenas Sochański, Europejski Trybunał Praw Człowieka zwraca uwagę na pluralizm prawdy orzeczenie z 24 lutego 1997 r. w sprawie De Hayes i Gijsel przeciwko Belgii (skarga nr 19983/92). W tym wyroku Trybunał odróżnia prawdę sądową od prawdy dziennikarskiej, traktując tę ostatnią mniej rygorystycznie (szerzej: W.Gontarski: „Ile prawdy w prawdzie”, „Rzeczpospolita”, 9.07.2004 r., nr 159).

W raporcie Bladet Tromso i inni v. Norwegia, 9.7.1998, skarga nr 21980/93, par. 80, RJD 1999, Trybunał formułuje następującą tezę: Swoboda wypowiedzi byłaby krańcowo ograniczona, jeśli miałaby mieć zastosowanie wyłącznie do informacji o udowodnionej prawdziwości. Warunki pracy dziennikarzy i wydawców zostałyby poważnie utrudnione, gdyby musieli ograniczyć publikowania wyłącznie takich informacji. Z drugiej strony jednak, dziennikarze muszą – traktując to jako zasadę – starać się przekazywać informacje możliwie najbardziej zgodne z rzeczywistością. Zakres obowiązku dziennikarzy weryfikowania prawdziwości stwierdzenia przeznaczonego do rozpowszechnienia musi być uzależniony od szczególnych okoliczności każdej sprawy.

Pozostaje odpowiedzieć na pytanie: Czy po wyroku SN w sprawie Andrzeja Marka możliwe będzie utrzymanie wyroku SN w sprawie Kwaśniewski kontra Życie, dopuszczającego brak odpowiedzialności dziennikarzy za nie dotarcie do prawdy, o ile dołożyli oni szczególnej staranności i rzetelności zawodowej? Zasada nie wypowiadania opinii co do przyszłych wyroków sądowych nakazuje mi milczeć, choć domyślenie się jaki on ostatecznie będzie, jest dość proste. Niestety.

do góry

:: Forum Dziennikarzy, maj 2003
:: Forum Dziennikarzy, październik 2003
:: lipiec 2006
:: Forum Dziennikarzy, listopad 2003
:: Komentarz do ustawy o zawodzie dziennikarza, 1997
:: Warszawa, 21 września 2004 r.
:: 26 grudnia 2005
strona główna : kim jestem : co myślę : tłumaczenia, guide : linki : kontakt : english rzetelne media : bed & breakfast
  2005 © Maciej Jagielski. Wszelkie prawa zastrzeżone.