|
. O INDIACH
Czyścibuty nad Paliką
Centrum New Delhi przez lata wyznaczał niewielki, kolisty park w środku Connaught Place, okrągłego placu, od którego promieniście odchodzi siedem wielkich ulic. Od dwóch lat zamiast parku zza płotu widać baraki i słychać pracujące maszyny. Powstaje metro. Jedynym skrawkiem zieleni, jaki ostał się w pobliżu tego miejsca 14-milionowej stolicy Indii, jest porosły lichą trawą skwer, wypukły jak łysina, bo zrobiony nad podziemnym bazarem Palika.
W przyjemne popołudnie pod koniec listopada, gdy temperatura sięgała zaledwie 20 stopni C, przyjechałem tam trójkołową, rowerową rikszą, by poczekać na spotkanie z Sabiną, znajomą dziennikarką z Delhi.
Ławki były zajęte: na jednej siedziało dwóch Hindusów, spoglądając w niebo nad wieżowcem połączonym przestrzenną kratą, inne zajmowały pary turystów albo jakieś indywidua, od których wolałem trzymać się z daleka. - Może warto zobaczyć ten bazar?- pomyślałem po obejściu skweru. Gdy już miałem przekroczyć metalową barierę przy wejściu do podziemia, zatrzymał mnie niewysoki Hindus z drewnianym pudełkiem w ręku.
- Sir, ma pan brudne buty - zauważył w niezłym angielskim, co - jak już zdołałem się przekonać - było rzadkie w tym kraju.
Rzeczywiście, nie czyściłem moich czarnych półbutów od przyjazdu, bo w tanim hotelu handlowej dzielnicy Karol Bagh, gdzie się zatrzymałem, nie było ani szczotki, ani pasty.
- Czy pozwoli mi pan je wyczyścić? To zajmie tylko chwilę - zapewnił.
Przyjrzałem mu się: nie miał dżinsowej kurtki ani spodni, tylko płócienne; jak większość tutejszych mężczyzn; nosił obowiązkowy wąs i fryzurę z przedziałkiem, jak wszyscy. Właściwie czemu nie? Mam czas.
ciąg dalszy » |