|
. O MEDIACH
Wyjście Cimoszewicza
- manipulacja mediów
(komentarz przesłany do „Rzeczpospolitej”, nie opublikowany)
Nie spodobała mi się zagrywka „Wyborczej” w sprawie Cimoszewicza, podobnie jak relacje trzech największych sobotnich dzienników – telewizyjnych „Wiadomości”, „Faktów” i „Wydarzeń” - z porannego przesłuchania marszałka Sejmu przez komisję śledczą do spraw Orlenu. Sejmowi reporterzy i telewizyjni wydawcy skupili się na przedstawieniu „ucieczki” świadka sprzed oblicza komisji, na cytowaniu opinii o posłach, którzy są jak „pieski, które kiedy nie mogą pogryźć, to chociaż obsikają” i przedstawianiu chęci wyjazdu marszałka w białowieską knieję.
To, co naprawdę ważnego powiedział świadek Włodzimierz Cimoszewicz na temat stronniczości członków komisji, udowodnionej komentowaniem zawartości jego teczki wobec dziennikarzy w przeddzień posiedzenia, a w przypadku jednego posła – także znacznie dawniej (akcja teczek Macierewicza w 1992 roku), oraz bardzo szeroki zakres podstawy wniosku o wyłączenie siedmiu z ośmiu członków komisji, czyli sformułowania artykułu czwartego ustawy o sejmowej komisji śledczej, (powodem wyłączenia posła z komisji jest „okoliczność, która mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do jego bezstronności w danej sprawie”) – otóż te stwierdzenia nie zostały wcale albo prawie wcale odzwierciedlone w telewizyjnych relacjach. Kto nie oglądał przesłuchania na żywo (a w piękne, sobotnie lipcowe przedpołudnie oglądali je nieliczni) nie dowiedział się, że przed komisją po raz pierwszy stanął świadek, który przeciwstawił się politycznym harcom i brakowi odpowiedzialności za słowo posłów Giertycha, Wassermana i Macierewicza. To była istota, news tego przesłuchania. Reszta – to czy świadek mógł i powinien był wyjść, barwny cytat opinii internauty o posłach, objawy miłości marszałka do przyrody – były tylko barwnymi dodatki do istoty sprawy. Niestety, z tego wszystkiego, co świadek zrobił przed komisją, wiadomością, faktem i wydarzeniem pozostało jedno: że wyszedł. Telewizyjni sprawozdawcy i redaktorzy pracowali tak, jakby tabloidowa telewizja, o którą dopiero ma starać się Axel Springer, już działała.
ciąg dalszy » |