|
. O UKRAINIE
Dziennik obserwatora
Środa, 17 listopada, Kijów
Pierwsze wrażenia po przylocie - lotnisko nowoczesne, szybka odprawa paszportowa, ale na formularzach, które trzeba wypełnić, kolorowe reklamy. Dla nas, obserwatorów OBWE - ścieżka specjalna przez cło. W drodze do hotelu Ruś mijamy nowe osiedla. Do wysokich domów z lat 70-80 dobudowują nowe, też po 20 pięter, ale już o zupełnie nowych, falistych kształtach. Pamiętam takie z okolic Waszyngtonu. Przed nimi nowa, drewniana cerkiewka i o wiele większy Mc Donald.
Na chodnikach Chreszczatiku rozpierają się mercedesy S klasy, wypasione jak dla posła Pęczaka, terenowe WV, najmarniej Jeepy Cherokee. Z jednego wychodzi młody człowiek w czarnym skórzanym płaszczu, fason NKWD, spiczaste półbuty, byczy kark. Kierowca zostaje, on idzie do jubilera. Ktoś fotografuje super auto obok, ochroniarz leniwie ostrzega - nie nada, ale nie bije. Czy to Maybach? Podobno w Rosji jeździ ich tylko cztery, a na Ukrainie pięć lub sześć, z tego dwa w opozycji.
Mam kontakt do dwóch organizacji dziennikarskich: Związku Dziennikarzy Ukrainy i niezależnych dziennikarskich związków zawodowych. Biuro ZDU mieści się przy Chreszczatik. Atmosfera jak w dawnych komitetach partyjnych. Prezes, którego poznałem trzy tygodnie wcześniej na konferencji w Tallinie rozparty w fotelu, z boku trzy telefony, w tym diesiatka - linia rządowa, naprzeciw telewizor, komputera nie widać. Proszę o kontakt do dziennikarzy w Odessie. Otwiera notes, ale zamiast podyktować wzywa młodego człowieka, który to przygotuje. Po 10 minutach dostaję kartkę z nazwiskiem i numerem telefonu, ale wydrukowaną z komputera.
Na Chreszczatiku poparcie dla Janukowycza wyraża wielki napis na gmachu związków zawodowych, w samym centrum, budki z materiałami propagandowymi, do których mało kto zagląda, podświetlone witryny reklamowe ze statecznie wyglądającym premierem i jego hasłem - "Pokój i bezpieczeństwo". Niektóre zaklejone są małymi plakacikami z napisem "Juszczenko - Tak", co przypomina hasło naszych wyborów prezydenckich z 1990 roku (inspiracja wicepremiera Tomaszewskiego, teraz doradzającego Juszczence?).
Wieczorem kolejne obrazki z miasta: grupki mężczyzn i kobiet pijących na ulicy, śpiewających, także z pomocą zestawów głośnikowych i wszechobecne wstążki - żółte i pomarańczowe (tych drugich pewnie brakuje) na rękawach, plecakach, kurtkach. Do hotelu wracam taksówką, tylko 15 hrywien (nieco ponad 2 euro) i oferta podesłania dziewczynek. W ulicach kolejki do marszrutnych taxi, czyli minibusów. Metro kosztuje pół hrywny, miejscami jest 150 metrów pod ziemią, schody są jak do nieba, na szczęście ruchome. A jak się zepsują? To piekło.
ciąg dalszy » |