|
. O UKRAINIE
Dziennik obserwatora
Czwartek, 18 listopada, Kijów
Siergiej, szef niezależnych zawodowych związków dziennikarskich, ma około trzydziestki, włosy spięte w kucyk. Był redaktorem niezależnej gazety na zachodniej Ukrainie, założył związek, przeprowadzili kilka strajków, został szefem w Kijowie, czego nigdy się nie spodziewał. Mają 800 członków, konkurencja, czyli ZDU - 14 tysięcy; składka u nich wynosi 60 hrywien na rok, w ZDU - 10, ale tamci wynajmują dwa piętra swojego budynku przy Chreszczatiku.
Zaświadczenie o glosowaniu poza miejscem zamieszkania, jakie dostał Siergiej od razu miało mały błąd w otczestwie, który trzeba było prostować w pierwszej turze w sądzie, a teraz mają to załatwiać same komisje. Takie blędy zdarzały się głownie w zaświadczeniach wydawanych ludziom młodym, głosujacym za Juszczenką. Siergiej zastanawia się co będzie z martwymi duszami - z Ukrainy do pracy na zachód, w tym do Polski, wyjechało około 7 mln ludzi i nie zanotowano masowej fali powrotów na wybory. Kto za nich będzie głosował?
W Mukaczewie podczas pierwszej tury była demonstracja siły mafii - nie ruszali obserwatorów, ale porozbijali sprzęty w komisji, swobodnie spacerowali po niej z bronią. Policja zniknęła stamtąd jak kamfora, ombudsman Nina Karpaczowa, która przyjechała na miejsce, nie wysiadła ze swojego mercedesa, wolała nie ryzykować.
Pytam o to, o czym usłyszeliśmy w Warszawie podczas spotkania w MSZ-cie: dlaczego podczas pierwszej tury przesyłanie wyników z komisji terenowych do centralnej, choć elektroniczne, trwało aż kilka godzin. Siergiej potwierdza, że w centralnej komisji wyborczej został zainstalowany dodatkowy kanał na serwerze, gdzie były przetrzymywane wyniki z tych komisji, w których Juszczenko wygrywał - po to żeby móc ogłaszać jego porażkę. Czy te wyniki były także poprawiane - trudno powiedzieć.
Mówi jeszcze o Tele5 - czyli jedynej opozycyjnej stacji telewizyjnej, która nadal nadaje, ale miała kłopoty i z zezwoleniem, i z urzędem podatkowym. Strajk głodowy dziennikarzy tego kanału nie był taki groźny, bo odbywali go na zmianę, po 24 godziny, ale odniósł skutek. Tyle, że ze związkowego punktu widzenia w Tele5 jest tak samo źle jak gdzie indziej - gdy powstał związek dziennikarzy, połowę jego założycieli od razu wyrzucili z pracy, płace są bardzo niskie, wypłaty z opóźnieniem, a za domaganie się grafiku pracy można ją stracić.
Podczas lunchu rozmawiam po polsku z lekarzem- kardiologiem z Użgorodu. Opowiada o Kijowie gdzie studiował, że Stalin zniszczył tu zabytkowych 36 cerkwi, że cały Chreszczatik został zabudowany stalinowską architekturą. W lecznictwie łapownictwo, bo zarabiają po 50 dolarów miesięcznie, a z tego nie da się wyżyć. Jest oczywiście za Juszczenką, bo chciałby pożyć trochę w Europie. Spotkani w hotelowej windzie polscy biznesmeni życzą nam powodzenia, mówią że robienie interesów idzie tu ciężko, ciągle sowiecka mentalność, trudno cokolwiek załatwić.
Odwiedzam w biurze Sirgieja. Biuro to dużo powiedziane: zwykłe M3 wynajęte w bloku. Szef siedzi w kuchni, dwie dziewczyny w pokoju, jeden telefon, nie ma dywanów, palm i telewizorów. Jest za to informacja o temnikach, którą Siergiej ściąga dla mnie z internetu. Temniki to instrukcje dla dziennikarzy, jak komentować wydarzenia polityczne - nowa, twórcza forma łącząca dawne zakazy cenzury z odprawami w partyjnych wydziałach prasy. W dobie internetu wysyła się je pocztą elektroniczną, początkowo z kancelarii prezydenta, obecnie - po ujawnieniu i skompromitowaniu tej praktyki - z anonimowych adresów internetowych, ale od tych samych nadawców, którymi są podobno rosyjscy doradcy.
« wstecz | ciąg dalszy » |