|
. O UKRAINIE
Trzecia tura na Ukrainie
Problem w tym, że i ten "zakon", czyli ordynacja wyborcza, stwarza pole do nadużyć, a jeszcze większe rodzi fakt, iż jeden z kandydatów jest premierem, a więc ma wpływ na lokalną administrację, decydującą także o składzie komisji wyborczych. Konieczny jest zatem wybór nowego ich składu, podobnie jak komisji terenowych i centralnej. Poprzednie pochodziły z pierwszej tury, w której startowało 25 kandydatów i każdy z nich miał swojego przedstawiciela. Wielu było figurantami, a ich ludzie, mianowani przez lokalne władze, mieli przewagę w komisjach. Dominowały w nich kobiety, których zwierzchnicy kręcili się po punktach wyborczych i decydowali o wszystkim. Nowe komisje powinny być mniejsze (poprzednie miały i 30 członków), bo będą w nich przedstawiciele dwóch kandydatów. Można też liczyć, że obecnie wejdą do nich ludzie odważniejsi i bardziej niezależni od władz, choć zagwarantować tego się nie da.
Nie wiadomo czy dojdzie do zmiany ordynacji wyborczej, choć powinno, zawiera ona bowiem kilka postanowień ułatwiających fałszowanie wyników wyborów. Przede wszystkim chodzi o możliwość pobrania w swoim obwodzie upoważnienia do głosowania, z którym można oddać głos gdzie indziej. Mimo wielu formalnych zabezpieczeń, takich jak odnotowywanie na listach kto je pobrał, specjalnego papieru, pieczęci, podpisów i numerowania kart, natknęliśmy się w Odessie na podrobione egzemplarze, z identycznymi numerami i podpisami. W skali kraju w pierwszej turze takich głosów zamiejscowych było około 1,5 miliona, a zjawisko "bussingu" czyli przewożenia wielokrotnie głosujących z komisji do komisji, zostało udokumentowane. By wyeliminować je całkowicie należałoby w ogóle zrezygnować z wydawania tych upoważnień.
« wstecz | ciąg dalszy » |