Strona główna Kontakt English Version
 
Rzetelne media Kim jestem Co myślę Tłumaczenia, guide Linki Ajaks Bed & Breakfast
 
   
.: CV
.: Artykuły
.: Zdjęcia
.: Blog

. ARTYKUŁY

SZCZĘŚCIARZ

Opowiada.

Do zawodu trafiłem, ponieważ podczas studiów w warszawskiej SGPiS moja dziewczyna marzyła, by zostać dziennikarką, a że była nieśmiała, więc domagała się bym towarzyszył jej w zabiegach o pracę. I tak przed grudniem 1970 roku dotarliśmy do „Życia i Nowoczesności”, dodatku do „Życia Warszawy”. Jego szef, Stefana Bratkowski zamieścił nasze debiutanckie artykuły. Opisaliśmy w nich, oczywiście krytycznie, to co znaliśmy najlepiej: SGPiS, czyli naszą uczelnię. Podpisano je „Studentka,” i „Student”. Po ich wydrukowaniu na uczelni było nawet prowadzone dochodzenie, kto tak obsmarował szacowne mury. Zosia Bober – dziś Krajewska – i ja podpisaliśmy tak zwane umowy przedwstępne z Zarządem Głównym RSW PRASA, co oznaczało, że ten koncern objął nas swymi wszechmocnymi ramionami. Po studiach, jesienią 1971 roku Zosia trafiła do ŻYCIA WARSZAWY, ja do EXPRESSU WIECZORNEGO, choć równie dobrze mogło być na odwrót. Zaczynałem pracę nietypowo, bo nie – jak zwykle początkujący dziennikarz – w dziale miejskim, lecz od razu w ekonomicznym.

EXPRESS mieścił się jeszcze w starym budynku w Alejach Jerozolimskich. W niewielkim pokoiku na drugim piętrze, na wprost schodów, stały cztery biurka; dla mnie wciśnięto piąte. Dostałem na początek różne gazety do przejrzenia, a szef, Remek Kościuszko powiedział:
– Przejrzyj, poczytaj, młody człowieku... Może sam coś zaproponujesz.
Wanda Waligóra, jedna z redaktorek, na powitanie spytała mnie:
– Krajewski? A z których to Krajewskich? Z tych z MSZ-etu, czy z MSW?

Zbaraniałem, choć pytanie było na miejscu, bo wtedy tak się dostawało pracę w prasie – albo przez koneksje rodzinne, albo po znajomości. Ja o tym nie miałem pojęcia. Znacznie później się dowiedziałem, że po ’68 roku władze partyjne uznały, że Wydział Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego opanowały siły rewizjonistyczne. Postanowiono młodych żurnalistów brać z innych uczelni, a zawodu uczyć ich w praktyce.

Moja pierwsza publikacja była instrukcją jak załatwić sobie przydział gazu na ogrzewanie mieszkania. Wykorzystałem własne doświadczenie, bo niedawno zrobiłem to dla mieszkania rodziców przy ulicy Grottgera. Artykuł podpisałem literkami KAJ (Krajewski Andrzej Jan), okazało się,jednak, że w ŻYCIU WARSZAWY pracuje dziennikarka, która tak się właśnie podpisuje. Zadzwoniła do EXPRESSU z pretensjami, że ktoś się pod nią podszywa. Od tego czasu podpisywałem się „kraj”.

ciąg dalszy »

:: Najtrudniejsza pielgrzymka
:: Szczęściarz
strona główna : kim jestem : co myślę : tłumaczenia, guide : linki : kontakt : english rzetelne media : bed & breakfast
  2005 © Maciej Jagielski. Wszelkie prawa zastrzeżone.