To nie był mój wymarzony europejski wieczór. Koło Teatru Wielkiego jakaś pani wołała dramatycznym głosem: - Ja nie chcę do Europy zabitej dechami! Na sklepowych wystawach w centrum Warszawy nadal królowała sklejka, a wokół Placu Piłsudskiego, gdzie trwały przygotowania do wciągnięcia europejskiej flagi, najwięcej było policjantów. Wspomnienia z manifestacji stanu wojennego narzucały się same. Na szczęście mało kto to widział - warszawiacy siedzieli przed telewizorami, a wielu z nich - na Mazurach.
Na Placu Zamkowym niezbyt gęsty tłum chłodno odbierał polsko-niemiecki koncert. Ożywienie wprowadzili jedynie przedsiębiorczy młodzi ludzie, sprzedający niebieskie koszulki, upamiętniające nasze wejście do Europy. Kawiarnianych ogródków całkiem nie było - zlikwidowano je przez szczytem, w obawie przed alterglobalistami. - Obciach na maxa - podsumował młody człowiek w kolejce po jedyne dostępne piwo u literatów.
W TVP, nadającym koncert na żywo w pierwszym programie, Piotr Kraśko aż piał z zachwytu nad historyczną chwilą, ale coraz chłodziła go niemiecka blondyna, nadająca z operowej sali. Jej wzruszenia całkiem niknęły w tłumaczeniu, a operowe arie i uwertury nijak nie pasowały do naszej Justyny Steczkowskiej. Przed jedenastą postanowiłem, że ciąg dalszy historycznego wieczoru spędzę w domu, z szampanem, ale przed telewizorem. Było oczywiste, że pokażą historyczny moment, wciąganie europejskiej flagi na maszt przy Grobie Nieznanego Żołnierza, saluty i sztuczne ognie.
Na razie jednak koncert z Placu Zamkowego trwał w najlepsze. Gdy na kilka minut przed północą, tknięty przeczuciem, przerzuciłem się z TVP 1 na TVN 24, prezydent mówił już od kilku minut. Przed Kwaśniewskim przemawiał prymas Glemp i premier Mazowiecki, za chwilę - dwie minuty po północy, bo mimo prób scenariusz się posypał - wciągnięta została flaga Unii Europejskiej.
Wszystko to widziałem w prywatnej telewizji pana Waltera. Z niedowierzaniem sprawdzałem, że misyjna TVP w swoim najważniejszym, pierwszym programie dalej pokazywała polsko-niemiecki koncert, sprawiający wrażenie jakby dla nas Europa ograniczała się tylko do zachodniego sąsiada. Koncert wyraźnie był ważniejszy od wciągania flagi i przemówień oficjeli - może dlatego, że na Placu Zamkowym ziąbł prezes Dworak, co oczywiście pokazano?
Lider PO, Jan Rokita powiedział niedawno, że nie widzi powodu utrzymywania kosztownego dinozaura, jakim jest publiczna telewizja. Na programy misyjne wystarczy ogłosić przetarg i niech za pieniądze z abonamentu nadaje kto chce, na zasadzie przetargu i wolnej konkurencji. Żachnąłem się, kiedy to usłyszałem, bo to pomysł sprzeczny z europejską tradycją nadawców publicznych i unijnymi dyrektywami, ale tego wieczora wydał mi się całkiem sensowny. W noc polskiego wejścia do Unii pieniądze z abonamentu radiowo-telewizyjnego za przekazywanie oficjalnej, historycznej uroczystości, powinien był wziąć wyłącznie TVN 24. A może prezes Dworak, do niedawna przecież członek Platformy, już zaczął realizować idee przyszłego premiera?