No, i minął prawie miesiac od ostatniego zapisu i wstyd mi, że tak sie zaniedbałem. Ale w ciągu tego miesiąca zajęty byłem sprawami ostatecznymi: 1 września umarła moja Mama. Miała 87 lat, od wielu miesięcy już nie mogła wstawać, przez ostatnie tygodnie nie było z Nią kontaktu, więc gdy pani Teresa, opiekująca się Mamą od sześciu lat, zadzwoniła do mnie z tą wiadomością nie byłem zaskoczony. Załatwianie wszystkich spraw – pogrzebu, grobu na starych Powązkach (na szczęście jest rodzinny) i wszystkich innych sprawiło, że pisanie odłożyłem na bok. A może bałem się ujawniania zbyt świeżych emocji? W każdym razie długo nie chciałem pisać. Teraz jest już spokojniej, byliśmy wczoraj z Zosią na Powązkach, posadziliśmy chryzantemę i mrozy. Trzeba je będzie podlewać, bo tak wspaniałej, ale i suchej pogody jesienią naprawdę nie pamiętam.
Jutro wybory i dobrze, bo przynajmniej w części skończy się ten zgiełk, choć jeszcze przez dwa tygodnie pozostaną w grze prezydenccy kandydaci. Wczorajsi poranni komentatorzy radia TOK FM (Żakowski, Wołek, Lis) nie bardzo chcieli ujawnić na kogo będa głosować, choć taka była intencja Żakowskiego, gdy zadawał im i sobie to pytanie. Ani jeden nie odpowiedział jasno, kluczyli między demokratami.pl , Platformą, SdPl, SLD, PiS-em. To charakterystyczne: kiedy czyta się prasę czy ogląda TV, gołym okiem można dostrzec sympatie redakcji czy poszczególnych dziennikarzy, ale na otwarte przyznanie się do nich już brakuje odwagi. Media (dziennikarze?) nie dojrzały jeszcze do sytuacji, w której informacja, szczególnie ta przedwyborcza, oddzielona jest od komentarza, a to, kogo wspiera redakcja poznajemy w ostatnim momencie. O tym, że „New York Times” opowiada się za demokratami czytałem w editorialu dopiero w przeddzień wyborów, choć dla znających ameryańskie media było to oczywiste, ale nie było łatwo to udowodnić na podstawie treści i formy ich wcześniejszych artykułów.
U nas? Takie tytuły jak „Kandydat lewicy w opałach”, „Pomylił się cztery razy”, „Seria wpadek marszałka” (wszystkie z „Rzeczpospolitej”, wszystkie o Cimoszewiczu, jeśli ktokolwiek wątpi) mówiły same za siebie. Telewizje – prywatne zresztą – też miały swoje zasługi, o wiele trudniejsze do udokumentowania, ale bardzo skuteczne. I co? I nic, bo kto ma prowadzić kampanię „Media kontrolowane” na wzór „Kampanii kontrolowanej”, którą media po raz pierwszy prowadziły (i bardzo dobrze, że prowadziły) wobec wobec polityków? Nie ma takiej instytucji (CMWP już tylko organizuje konferencje i kursy), nie ma na to pieniędzy, nie byłoby nagłośnienia, bo kto lubi jak mu się patrzy na ręce?