Wczorajsze przemówienie premiera Jarosława Kaczyńskiego (mówił niepodpisany, krótko i siedział w przeciągu, ale poznałem że to nie prezydent, bo nie miał pieprzyka przy nosie) było w jednym miejscu przecięte. Wyglądało jakby miał powiedziec coś więcej, ale przy przegladaniu nagrania zrezygnował. Miałem nadzieję, że w dzisiejszych gazetach ktos to zauwazy, a moze i wyjaśni o co chodziło, ale widocznie przyglądanie się wystąpieniom premiera jest tak nużące, że w Gazecie, Dzienniku i Rzeczpospolitej nic na ten temat nie znalazlem. Szkoda.
Dzień jednak nie był stracony: dowiedziałem się od redaktora pewnej publicznej stacji radiowej, w której jeszcze czasami coś mówię, że nie ma mnie na obu listach: ani na tej, która zawiera nazwiska tych, których zapraszać do komentowania (jest nawet instrukcja kogo do jakich tematów), ani na tej z nazwiskami zakazanymi. - Jeszcze do pana dzwonię - powiedział mi redaktor - ale jak bedziemy musieli ograniczyć się tylko do listy, to już wiecej się nie usłyszymy. - Rozumiem - odpowiedzialem - w stacjach komercyjnych też wolno tylko grać utwory tylko z playlisty. Stacje są sformatwane i stargetowane, takie czasy, a teraz kolej przyszła na radio publiczne, które slusznie nie chce ograniczać się tylko do muzyki.
I jeszcze pierwsze przesłuchanie bankowej komisji śledczej, Ewa Balcerowicz. Rzeczywiście bardzo prywatna, a wypadła dobrze, chwilami bardzo dobrze, poza jedną ewidentną wpadką: niemożnościa zrezygnowania z funkcji członka Rady Fundacji CASE. Ktoś z prawników zaserwował jej bzdurę o tym, że osoba powołana na czas niekreślony nie może sama zrezygnowwać. Gdyby to była prawda, to można by powołać do Rady fundacji kogo się chce, bez jego woli. A skoro istnieje uzasadnione domniemanie, że tak nie było, czyli że wszyscy członkowie Rady zostali powołani za ich wiedzą i zgodą, to takim samym aktem woli mogą się oni sami odwołać, czyli zrezygnowac z pracy. Powołanie na czas nieokreślony oznacza jedynie, że nie może zrobić tego fundacja bez ich zgody, czyli wbrew ich woli.