W zwiazku z informacjami o zmianach w "Rzeczpospolitej" ujawniam swoj komentarz, napisany dla niej przed miesiacem, ale nie wysłany - ze względu na problemy naczelnego, Grzegorza Gaudena, ktoremu decyzji o publikacji karykatur Mahometa wydawca nie mogł wybaczyć. Jak widać, Gauden i tak poległ, więc może trzeba było wysłać jednak ten tekst.
Premier Kaczyński może jednym podpisem poprawić wizerunek Polski, rządu i swój własny robiąc coś, na co nie zdobył się żaden z jego poprzedników od 1989 roku. Niech sprzeda 49 procent udziałów, jakie Skarb Państwa ma w „Rzeczpospolitej”.
Współposiadanie opiniotwórczej gazety przez rząd negatywnie waży na wizerunku kraju - członku Unii Europejskiej i NATO. O tym, jak bardzo przekonałem się podczas lipcowej konferencji OBWE w Wiedniu poświęconej wolności prasy, gdzie byłem jedynym przedstawicielem organizacji pozarządowej, bo żadna inna z Polski się nie zgłosiła.
Gdy w dyskusji na temat publikowania karykatur Mahometa powiedziałem, że w Polsce wydrukowała je gazeta, której częściowym właścicielem jest rząd - po sali przeszedł szmer zdziwienia, a w kuluarach nierządowi uczestnicy spotkania z takich krajów OBWE jak Turkmenistan, Tadżykistan czy Białoruś upewniali się, czy dobrze mnie zrozumieli.
To, że Orkla Media, w tym wydawca „Rzeczpospolitej”, zostały ostatnio sprzedane brytyjskiemu funduszowi inwestycyjnemu Mecom Davida Montgomery tylko dodatkowo przemawia za pozbyciem się przez Skarb Państwa kłopotliwego balastu. Z norweskim wydawcą urzędnicy mieli bolesne doświadczenia – przegrany proces sądowy przeciw zarządowi „Presspubliki”, czasowe odebranie paszportów szefom spółki napsuło sporo krwi, bo Orkla Media potrafiła się skutecznie bronić: premier Miller utyskiwał, że szefowie europejskich rządów zmówili się, by na każdym spotkaniu pytać go dlaczego walczy z „Rzeczpospolitą”.
Wobec Mecomu rząd nie ma takich obciążeń, a słynnemu „czyścicielowi” mediów dogodniej byłoby działać mając w ręku całość firmy albo sprzedać swoją część temu, komu rząd sprzeda jej pozostałe 48 procent. Chętnych – jak słychać na mieście - nie brakuje.
Sprzedając swoje udziały w „Rzeczpospolitej” rząd Jarosława Kaczyńskiego nie tylko dowiódłby zrozumienia dla wolności prasy, na której opinii tak mu zależy, ale przez wybór nabywcy miałby też wpływ na kształtowanie się polskiego rynku mediów, zdominowanego przez inwestorów zagranicznych, w poważnej części niemieckich, co tak bardzo z kolei niepokoi część rządzącej koalicji.
Możliwe jest oczywiście i wyjście odwrotne: odkupienie od Davida Montgomery 52 proc. „Rzeczpospolitej” i uczynienie z niej organu rządu. O wizerunkowym skutku takiego posunięcia dla Polski lepiej nie mówić (i o losie dziennikarzy i redaktorów „Rzepy” także), ale za to na kolejnym międzynarodowym spotkaniu na temat wolności mediów z pewnością znalazłoby się ono w centrum uwagi, a oficjalni przedstawiciele wielu postsowieckich krajów składaliby nam gratulacje.