Więzienie za słowo pozostaje – taki jest sens wyroku Trybunału Konstytucyjnego ogłoszonego w poniedziałek, po jedenastu dniach dniach które dali sobie do namysłu jego sędziowie. Musieli ostro się spierać: prezes Marek Safjan przedstawił nie tylko wyrok, ale i własne zdanie odrębne, które wygłosili poza nim także sędziowie Ewa Łętowska i Mirosław Wyrzykowski. I chociaż te zdania znajdowały na sali, wśród dziennikarzy, znacznie więcej zrozumienia, to jednak wyrok Trybunału jest inny: art. 212 kodeksu karnego, przewidujący do dwóch lat więzienia za zniesławienie za pomocą mediów, jest zgodny z Konstytucją.
W sprawie art. 213 k.k., podającego wyłączenia odpowiedzialności za zniesławienie (jest nią w mediach podanie prawdy służącej obronie społecznie uzasadnionego interesu) Trybunał umorzył postępowanie, i to jest jedyny promyk nadziei, bo Trybunał może wrócić do tego tematu. Czekają w nim dwie sprawy, w których także podnosi się zarzuty niekonstytucyjności tych artykułów kodeksu karnego: Andrzeja Marka i Mariana Maciejewskiego.
Głównym argumentem Trybunału była nadrzędność zasadniczego dobra, chronionego w Konstytucji, jakim jest godność człowieka nad innym dobrem – wolnością prasy, którą także chroni ustawa zasadnicza. Sędziowie mający zdanie odrębne wskazywali, że zrównanie godności człowieka z jego dobrami osobistymi, do których należy dobre imię, jest nadinterpretacją Konstytucji.
Trybunał wskazał także na niską efektywność alternatywnej obrony naruszonych w mediach dóbr osobistych, jakim jest proces cywilny i odszkodowanie, wspominając także o bezradności prawa wobec takich praktyk, jak stworzenie Narodowego Dnia Przeprosin przez dziennik „Fakt” jedynie po to, by wśród doniesień o wielu wykreowanych przeprosinach ukryć te prawdziwe – nakazane mu przez sąd przeprosiny aktorki Joanny Brodzik za naruszenie jej prawa do prywatności. „Sposób wykonania zniweczył znaczenie tego wyroku” zauważyli z goryczą sędziowie.
Argumentem za utrzymaniem kary więzienia za słowo było także oszczędne jej stosowanie przez sądy – w ostatnich latach zanotowano tylko dwa przypadki skazania dziennikarzy na taką karę, a i to w zawieszeniu. „Prawo nie działa w pustce – odpowiedział na to w swoim zdaniu odrębnym prezes Safjan, ostrzegając przed „zmiennością i niepewnością” sądowych wyroków.
Krytycy orzeczenia Trybunału wskazywali także na konieczność ustalenia przez prawodawców pojęcia osoby publicznej, która zgodnie z orzeczeniami unijnymi ma mniej praw do obrony swoich dóbr osobistych od zwykłego człowieka. W kodeksie karnym są jedynie funkcjonariusze publiczni, zaś prawo prasowe używa pojęcia ”działalności publicznej” osoby (art.14.6), ale go nie definiuje. A przecież w sprawie pisania przez dziennikarzy o SKOK-ach, która skłoniła gdański sąd do zapytania o konstytucyjność artykułów kodeksu karnego, określenie czy szefowie ich krajowych organizacji są osobami publicznymi czy nie, ma istotne znaczenie.
W obronie wolności słowa najdalej poszła sędzia Łętowska wskazując, że ustawodawca powinien przyjąć założenie, iż każda prawdziwa co do faktów publikacja w środkach masowego przekazu służy obronie społecznie uzasadnionego interesu. Jeśli ktoś uważa, że w jego przypadku jest inaczej – niech tego dowiedzie przed sądem, zamiast - jak jest obecnie – konieczności dowiedzenia przez dziennikarza, że spełnił to nieostre kryterium. Prezes Safjan zaproponował, by przyjmować założenie obrony społecznie uzasadnionego interesu przynajmniej w odniesieniu do prawdziwych publikacji dotyczących osób publicznych, których krytyka ex definicione leży w interesie publicznym, jak ujął to trzeci z sędziów-dysydentów, Mirosław Wyrzykowski.
Wyrok Trybunału nie jest dobry dla wolności prasy. Ale warto zdać sobie sprawę, że nie tylko sądy, ale i Trybunał, nie działa w pustce. Swoich negatywnych opinii na temat kwestionowanych artykułów kodeksu karnego nie przedstawiły mu żadne organizacje dziennikarskie; za ich skreśleniem wypowiedzieli się tylko wydawcy. Przytaczane przez Trybunał dane Centrum Monitoringu Wolności Prasy o niskim zagrożeniu stosowaniem art. 212 posłużyły jako argument do utrzymania go w kodeksie. Czy taka była intencja SDP? Środowisko dziennikarskie nie naciskało na tę zmianę, a jednocześnie media dostarczyły amunicji zwolennikom utrzymania więzienia za słowo, nagminnie nie drukując sprostowań, a nawet czyniąc sobie pośmiewisko z wyroków sądu. Tego, że - tak jak przewidywałem - na sali Trybunału nie było nikogo z SDP, ani CMWP, dodawać już nawet nie trzeba.
Trzeba będzie przypomnieć sobie o tym, kiedy ktoś o wiele mniej winny od redaktora Andrzeja Marka pójdzie siedzieć za słowo. A najnowszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego sprawił, że stało się to bardziej prawdopodobne.