Mimo, że Morozowski i Sekielski są passe, bo co dzień musi być nowa medialna sensacja, ponieważ byłem za granicą i o ich prowokacji dziennikarskiej dyskutowałem, pociągnę ten temat. Podczas dziennikarskiego spotkania Inicjatywy Środkowo-Europejskiej w Tiranie pokazałem taśmę z nagraniem „Teraz MY” i spytałem, co sądzą o tej zadymie. Większość z 35 dziennikarzy nie mogła pojąć, o co kopię kruszyło SDP, dwójka z nich wyjaśniła to dokładniej.
Gabriel Partos z BBC powiedział, że dla niego granicą dziennikarskiej prowokacji jest tworzenie faktów: jeśli wysłannicy PiS wcześniej chcieli rozmawiać z posłanką Beger, a dziennikarze tylko to zarejestrowali – to wszystko w porządku. Gdyby to pani Beger za namową dziennikarzy zwróciła się do PiS – poszliby za daleko, zastawiając wspólnie z politykiem pułapkę na rząd.
Podobnego zdania był Steven Knowlton, wykładowca etyki dziennikarskiej nowojorskiego Uniwersytetu Hofra. Także jego zdaniem autorzy audycji, o których zresztą słyszała większość uczestników konferencji z własnych mediów, nie przekroczyli granicy manipulacji, jeśli to co mówili rozmówcy posłanki pogrążało ich niezależnie od tego, co mówiła ona. Gdyby nie zbierać w ten sposób materiałów nie byłoby połowy dziennikarskich śledztw. Dziennikarzom TVN wiarygodności dodaje ujawnienie źródła, co nie zawsze ma miejsce w takich przypadkach.
To tyle jeszcze o sprawie, która została już dokładnie przedyskutowana. Dlatego nie rozumiem listu otwartego Prezesa SDP do dziennikarzy wystosowanego po powrocie z Maroka. Prezes stwierdza w nim że „całe środowisko dziennikarskie zostało wmanewrowane w politykę”, co „podważa naszą wiarygodność i niezależność”.
Dziennikarstwo od polityki dzieli niewiele i – zgoda - zbyt wielu dziennikarzy ją przekracza. Sam to kiedyś zrobiłem, za co publicznie zbeształ mnie Prezes Honorowy. Tylko dlaczego dopiero teraz ten jęk, a nie wcześniej, gdy gremialnie robili to publicyści z prawicy? I skąd ta troska o „naszą niezależność i wiarygodność” ? Naszą - czyli czyją? Sądziłem, że na te wartości każdy tytuł i każdy dziennikarz pracują indywidualnie, ale jak widać są tacy, co lubią się dosiąść..
„Nie wolno w imię emocji wzajemnie się zabijać, dlatego, że ktoś ma inne od mojego zdanie. To jest fundamentalizm”. Naprawdę? To proszę sobie przypomnieć zjazd SDP w styczniu 2005 roku, kiedy to właśnie z powodu stanowiska prezesa („nie mogłam rządzić przeciw ZG”) nie chcieli kandydować do władz SDP ludzie o odmiennych od niej poglądach. Nazwałem to mokrosizmem – i miałem proces przed sądem dziennikarskim, z powództwa tak miłującej dziś nieprzyjaciół pani prezes.
„Możemy i powinniśmy rozmawiać o dopuszczalnych granicach dziennikarskich prowokacji, o zawodowej staranności. To nasze prawo i obowiązek zawodowy”. Zgoda, ale jest już po rybach. Zgodny z poglądami prezes ZG wydał swoją opinię, która zbulwersowała całe środowisko dziennikarskie, ale nie powracającą z Maroka, która jakby nic się nie stało proponuje: To sobie pogadajmy. Moim zdaniem w takim towarzystwie nie warto rozmawiać, bo role są rozpisane, a wynik napisany. O żadnym „pluralizmie różnorodności” w SDP nie ma mowy, choćby prezes wymyśliła nie wiem jaki jeszcze słowny nowotwór.
Dodaje jeszcze napisany wczesniej mały komentarz na temat oswiadczenia ZG S DP:
PoPiS SDP
Zarząd Główny SDP i Centrum Monitoringu Wolności Prasy ogłosiły stanowisko „w związku z emisją przez dziennikarzy TVN nagrań z ukrytej kamery rozmów politycznych posłów polskiego parlamentu”, czyli Begergate. Stanowisko jest apelem do środowiska dziennikarskiego o „niełączenie pracy dziennikarskiej z walką polityczną.”
„Przygotowywanie materiałów dziennikarskich w celu propagandowym nie mieści się w kanonie rzetelnego dziennikarstwa” stwierdzają członkowie ZG. „Podstawowym przesłaniem jego działalności jest informowanie i udzielanie głosu opinii publicznej” piszą dalej, nie przejmując się zbytnio polszczyzną. I konkludują: „Dziennikarz powinien być niezależny i bezstronny, nie dopuszczać do sytuacji, w której może być posądzony o sprzeniewierzanie się podstawowym zasadom jego misji społecznej”. Pod apelem podpisali się wiceprezes Jerzy Kłosiński (naczelny „Tygodnika Solidarność”) i Miłosz Marczuk, dyrektor CMWP.
W ZG i CMWP nie jestem już od półtora roku, więc proszę koleżeństwo by nie dzwoniło, żebym się z tych słów tłumaczył. Zresztą pisałem tu, co sądzę o Begergate. Nie spodziewałem się, że SDP w ogóle zajmie jakieś stanowisko, bo walcząc o czwartą RP głupio chwalić Morozowskiego i Sekielskiego, ale że powtórzą za Wielkimi Braćmi tezę o spisku, którego narzędziem byli dziennikarze – tego nie przewidziałem.
Dlatego pytam: A gdzie dowody, że autorzy „Teraz MY” przygotowali nagranie „w celu propagandowym”? To już nie przysługuje im dobre imię, można je dowolnie naruszać?
Dalej: rzetelne dziennikarstwo to ponoć „informowanie i udzielanie głosu opinii publicznej”. A ta opinia to kto? Politycy, eksperci, komentatorzy? A dziennikarze już nie? Gdyby nawet zgodzić się na to, to Sekielski i Morozowski właśnie to zrobili: poinformowali i dali pole innym do komentowania.
Kolejne objawienie: dziennikarz powinien być „niezależny i bezstronny”. Proszę to powiedzieć legionowi medialnych komentatorów, czyli dziennikarzy - z prawej i lewej strony, którzy codziennie rozstrząsają wszystkie przejawy życia publicznego, formując w ten sposób – łącznie z politykami i ekspertami – opinię publiczną, tę której mają jedynie udzielać głosu. Czy oni też się sprzeniewierzają, z prezesem honorowym SDP na czele? A jeśli tak, to od kiedy? Bo dotychczas SDP jakoś to nie przeszkadzało, przeciwnie - walka o IV RP była dla sygnatariuszy tego apelu moralnym imperatywem.
A niezależność? Oczywiście - popieram, ale od razu pytam: a co SDP zrobiło przez ostatnie dwa lata w tej sprawie? Czy zabierało głos kiedy dziennikarzy zwalniano, obniżano im pensje, cięto wierszówki, dokładano obowiązków? Dziennikarz niezależny to także dziennikarz nie drżący o swoją przyszłość, taki którego nie da się przekupić ani zaszantażować (przepraszam: z którym nie można ponegocjować) o zaciągniętym w banku kredycie, pracy bez umowy zbiorowej, bez związku zawodowego, z tajną płacą.
Pewnie spyta mnie ktoś po co w takim razie jeszcze w tym SDP jestem. Odpowiadam: miałem proces, i to z prezesem, żebym poszedł precz. Mimo to jestem. Dłużej klasztora niż pisiora.