Rzadko się zdarza by prawnik, a szczególnie piastujący urząd, korygował swoją opinię, a jeszcze rzadziej by ci, który ją krytykowali – odnotowali to.
8 listopada skrytykowałem w tym blogu stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prowokacji dziennikarskiej. Sprowadzało się ono do stwierdzenia, że prowokacja ta jako „podstępne nakłanianie do działania mającego szkodliwe skutki dla jakiejś osoby, grupy lub organizacji społecznej” jest procederem „sprzecznym z podstawowym sensem pracy dziennikarskiej”.
Za te słowa na głowę dr Janusza Kochanowskiego posypały się gromy, bo jego wystąpienie słusznie odczytano jako krytykę autorów programu TVN „Teraz MY” z taśmami Renaty Beger. Jedynie SDP nie kryło satysfakcji ze wsparcia, jakie dostało w potępieniu autorów tej dziennikarskiej prowokacji za udział w grze politycznej.
Po tygodniu jednak RPO ogłosił „odpowiedź na informacje medialne” w sprawie jego stanowiska. Nie krytykował już prowokacji dziennikarskiej w ogóle; przeciwnie - stwierdził, że jest ona „metodą dochodzenia do prawdy”. Nadal krytykował pewien rodzaj prowokacji dziennikarskiej: „Niedopuszczalna jest prowokacja polegająca na kreowaniu rzeczywistości, która prawdopodobnie byłaby inna, gdyby nie udział zaangażowanych w nią dziennikarzy”.
RPO wyjaśnił, że kreowanie faktów czy zachowań podczas prowokacji dziennikarskiej nie powinno zniekształcać rzeczywistości. Zauważył też , że: „Granica między „kreowaniem” a „wywoływaniem” jest oczywiście bardzo cienka i powinna być ustalana w każdym konkretnym wypadku na odpowiedzialność samego dziennikarza, który stawia na szali swoją wiarygodność oraz wiarygodność uzyskanej w ten sposób informacji.”
Z tym stanowiskiem mogę się już się zgodzić, choć zastanawiam się czy nie eliminuje ono części prowokacji dziennikarskich stosowanych przez nasze media, takich chociażby jak oferowanie politykom telefonu na korzystnych warunkach czy prośba do ministra o podwiezienie dyrektora Radia Maryja? Czy obecne stanowisko rzecznika można rozumieć jako stwierdzenie, że prowokacje dziennikarskie nie mogą kreować prawnych i moralnych pułapek na osoby publiczne?
W blogu z 8 listopada przywoływałem w tej kwestii doświadczenie amerykańskie z programem o sieci supermarketów Food Lion, gdzie mimo wykrycia groźnych dla konsumentów oszukańczych praktyk sąd stanął po stronie firmy, bo dziennikarze aplikując o pracę skłamali, a więc naruszyli prawo. Czy taki sam zarzut można byłoby postawić autorom programu TVN „Uwaga” pokazującym ”odświeżanie” wędlin w jednej z polskich fabryk?
Jest więc nad czym się zastanawiać. Dobrze, że proponuje to Rzecznik nie potępiający już w czambuł prowokacji dziennikarskiej, o czym z przyjemnością informuję.