Strona główna Kontakt English Version
 
Rzetelne media Kim jestem Co myślę Tłumaczenia, guide Linki Ajaks Bed & Breakfast
 
   
.: CV
.: Artykuły
.: Zdjęcia
.: Blog

. BLOG

9 maja 2007, środa

Co za noc! Syn zadzwonił o drugiej nad ranem, po moim dramatycznym SMS-ie z prośbą o ratunek, bo komputer całkiem się rozsypał. Poszedł do domu, żeby sprawdzić kod do Windowsa, którego dyskietkę przezornie zabrałem, ale kod naklejony na spodzie laptopa nie przechodził. Maciek podał mi numer z nalepki na głównym komputerze i ten okazał się dobry, więc mam zainstalowany legalny Windows, a nie podróbkę bez polskich liter.

Z innych atrakcji: wczoraj dwa razy przeżyłem uroczystość przejazdu Pana Prezydenta Mahinda Rajapaksy przez miasto. Ruch samochodowy, motocyklowy i tuk-tukowy (trzykołowce) zamarł na kwadrans, wszystkie ulice wychodzące na ulicę Galle, którą miała jechać kolumna, zostały zastawione żółtymi żelaznymi barierami na kółkach, a przechodnie spędzeni w boczne uliczki na odległość 20 metrow od drogi głównej. Chodzi o to, by nie wysadzić się w powietrze z nadzieją dosięgnięcia pana prezydenta, co Tamilskie Tygrysy rzeczywiście potrafią zrobić (hinduski premier Rajiv Ganhi padł ofiarą ich samobójczyni). Podobno elektronicznie zagłuszane są też telefony komórkowe.

Kawalkada prezydencka liczyła 10 samochodów i 14 motocykli. Przemknęli z szybkością światła, widziałem ich z 200 metrów, z końca uliczki prowadzącej na zaśmiecone, odpychające, kamieniste morskie wybrzeże, które zupełnie inaczej wygląda tylko z okien pociagu.

Braci Rajapaksa, rządzących tym krajem, jest czterech. Najważniejszy, czyli prezydent poprzednio był premierem; najstarszy ma w rządzie tekę portów i lotnictwa; młodszy, mający obywatelstwo amerykańskie, został sekretarzem sztabu generalnego, trzyma w ręku wojsko; a najmłodszy zajmuje się generalnie gospodarką. Według opozycji biorąc pod uwagę szeroki zagres odpowiedzialności prezydenta, bracia Rajapaksa kontrolują już trzy czwarte budżetu Sri Lanki. No, proszę, ileż w Polsce jest jeszcze do zrobienia! Tylko czy starczy czasu i braci?

Dziś idę do biura na rozmowę o poprzedniej i przyszłej pracy. Ale czy będę miał z kim? Mohana, szefa Madhu, zajmującej się polskim rynkiem, nie ma w pracy. Zmarł mu ojciec, więc ma tydzień wolnego, takie są tu obyczaje. Tu częściej się świętuje niż pracuje. Sri Lanka ma w tym roku 117 ustawowo wolnych dni od pracy. Co miesiąc jest wolny dzień Poya (pełnia księżyca), poza tym są wolne soboty i niedziele, w kwietniu przypada dwudniowy, ale w praktyce trwający nawet dwa tygodnie buddyjski Nowy Rok, w grudniu i styczniu chrześcijańskie Boże Narodzenie i Nowy Rok, sa jeszcze święta bankowe  i inne.

A jak święta, to i prohibicja - wczoraj właśnie zakończyła się dwutygodniowa, z okazji buddyjskiego Nowego Roku. W rządowej gazecie "Daily News", przy której  komunistyczna "Trybuna Ludu" to była zjadliwie krytyczna, wolna prasa, ukazał się list czytelnika, chwalący rząd za tak pożyteczną inicjatywę. I nie był to głos odosobniony. W tydzień później czołówka tej czołobitnej gazety ujawniła uznanie dla prezydenckiej inicjatywy Mathata Thitha (stop narkotykom i alkoholowi) ze strony szefowej Światowej Organizacji Zdrowia, dr Margaret Chan. Sensację zdradził  gazecie minister zdrowia, który odwiedził siedzibę WHO w Genewie z okazji 60 rocznicy istnienia tej organizacji. Pani Chan powiedziała mu, że Sri Lanka jest jednym z zaledwie czterech krajów na świecie, które wprowadziły czasową prohibicję z okazji świąt, a minister zrewanżował się jej informacją, że prezydencki dekret z grudnia ubiegłego roku spowodował już ograniczenie palenia papierosów o 90 procent, a konsumpcji alkoholu - o 40. Dekret zakazał palenia w miejscach publicznych. Wpływy z akcyzy na alkoholu i tytoniu to 12 procent budżetu Sri Lanki.

Wiem już, że zakładanie tu rachunku bankowego nie ma sensu - bo rząd kładzie łapę na wszelkiej walucie wymienialnej. Niezależnie od tego, czy na rachunek wpłacę dolary czy euro, wypłacić mogę tylko rupie. Do bonów towarowych jeszcze nie doszli, więc to raczej wczesny Gomułka, niz Gierek się kłania.

W  sklepie, gdzie wczoraj pracowicie instalowali mi pirackiego Windowsa (bez polskich znaków, ale raptem za 100 rupii - czyli za niecałego dolara) spotkałem Czecha, z tamtejszego Caritas. Kupował najnowsze filmy na DVD, też pirackie. - U was jeszcze są, ale w Pradze już trudno je dostać - powiedział z nutką przyjaznej wyższości. Czech przyjechał z Batticoala, z terenów niedawno wyzwolonych przez wojska rządowe z rąk partyzantów, gdzie  przesiedla się z powrotem do wiosek 120 tysięcy ludzi, którzy nie bardzo chcą wracać do swoich domostw, bo boją się Tamilskich Tygrysów. Władza jednak ogłosiła normalizację i musi ją wprowadzić w życie, więc ludzie oddają chociaż dzieci pod opiekę organizacji charytatywnych, żeby ich LTTE (Tamilskie Tygrysy) nie porwały do swojej armii. Ale jednocześnie na północnym wschodzie tuż obok rządowych koszar rozbijają swoje obozy inni partyzanci tamilscy, z grupy Karuna, także porywający nastolatków do swoich sił zbrojnych.  Ich jednak władza nie widzi - bo oni, tak jak rząd, walczą z LTTE.

Dziś do Jaffny leci amerykańskim śmigłowcem Richard Boucher, zastępca sekretarza stanu, z trzydniową wizytą na Sri Lance. Jutro ma spotkać sie z komitetem największych donatorów - ambasadorami Japonii oraz Indii i przedstawicielem Komisji Europejskiej. Rząd twierdzi, że nie ugnie się przed żadną zagraniczną presją i zapowiada, że jak już sobie kupi te cztery nowe MIGi-29 (obecnie ma tylko przestarzałe MiGi 27), to tak da popalić sportowym samolocikom Tamilskich Tygrysów, że się już więcej nad ziemię nie uniosą. Polowanie na muchę przez słonia, z równą skutecznością. 

Gdy wczoraj szedłem półkilometrowym spacerkiem z mojego hotelu do francuskiej kawiarni, gdzie jadam coś wieczorami, mijałem po drodze kilkudziesięciu żołnierzy stojących bokiem na chodniku w pełnym rynsztunku, każdy z palcem na cynglu AK 47, skierowanym co prawda w ziemię, ale podniesienie go trwałoby sekundę. Na ogół uśmiechali się przyjaźnie, a ja, zbliżając się do każdego, zastanawiałem się: jak go obejść? Z tyłu? Może się wystraszyć. Z przodu? A jak podniesie ten karabin, z pewnością naładowany? Wybierałem na ogół drogę przed nimi, ale mimo uśmiechów nie był to miły spacer. Myślę, że jeśli komukolwiek przyjdzie tu stanąć przed plutonem egzekucyjnym (a kara śmierci jest, za przemyt narkotyków, o czym uprzejmie informują turystów napisy już na lotnisku), to może pocieszyć się, że wykonanie wyroku zostanie mu okraszone promiennymi uśmiechami strzelających.

Po południu.

Niespodziewany wyjazd z Aleksem do Negombo, miejscowości wypoczynkowej na północ od Kolombo. Wpierw jednak pojechaliśmy do biura, gdzie zrobiłem rozliczenia z Madhu. Wpierw spytała o oświadczenie od polskich turystów, że nie wnoszą pretensji o brak zwiedzania Kolombo; miałem, ale nieco inne, że dziekują za skrócone zwiedzanie wobec plagi powodzi. Wzięła, nie komentowała, ja też nie, bo zrobiłem to tylko na prośbę lankańskiego przewodnika, który za niewykonanie programu wycieczki mógł wylecieć z pracy. Ona i tak nie zrozumiałaby naszego wstrętu do podpisywania wszelkich oświadczeń, a grupa była wybitnie "wykształciuchowa", no, może z jednym wyjątkiem. 

Negombo rozczarowało mnie, bo miasteczko jak wszystkie tutaj, naćkane chaotycznie domami, ale za to plaża piękna, na dwieście metrów szeroka, palmy w ogrodach hotelowych, na brzegu malowniczo rzucone łodzie rybackie podobne do katamaranów. Zjedliśmy lunch, miał mnie kosztować 525 rupii (pięć dolarów), ale policzyli tylko 225. Pewnie chcieli, żebym zapłacił także za Aleksa, choć on jako przedstawiciel TUI miał jeść za darmo. Tu tak jest: białego próbują oszukać na każdym kroku, ale koordynacja często zawodzi.

Alex opowiedział mi o swojej dziewczynie, którą poznał w jakimś hotelu. Nimra ma 23 lata, mieszka z rodzicami o dwie godziny drogi z Kolombo, ojciec - urzędnik po pięćdziesiątce. Pracowała w recepcji jeszcze przez pół roku, ale od kilku miesięcy brakuje gości, więc któregoś dnia, na półtorej godziny przed końcem zmiany powiedzieli jej, że od jutra nie musi już przychodzić. Znalazła pracę w innym hotelu, ale na drugą zmianę, do dziesiątej wieczór. Ojciec się sprzeciwił, bo młoda dziewczyna nie będzie tak późno wracać do domu. Aleks znalazł jej kolejną pracę - to z kolei było za daleko, bo dojazd trwałby trzy kwadranse w jedną stronę. Dziewczyna siedzi więc w domu, płacze, ale nic nie może poradzić. Wola ojca - rzecz święta.

Alex rozmawia z matką dziewczyny, nauczył się kilku zwrotów po syngalesku, ta uważa go za drugiego syna (dziewczyna ma brata), tylko ojciec nic nie wie o ich romansie, bo dla niego takie pojęcie nie istnieje. 30-latek Alex jest w kropce: nie bardzo chce wracać z dziewczyną do Belgii, bo co ona tam robiłaby, choć ona naciska na to, bo tu ich związek - małżeński oczywiście - nie ma szans, nie daliby im spokoju, oczekując wsparcia od bogatego Europejczyka. Tymczasem nic takiego: Alex jest bezrobotnym, na zasiłku, a Muzeum Afryki zarabiał grosze. Nie wie co dalej: serce jedno, rozum drugie.

Inny przykład tego samego, choć z innej społeczności: muzułmański optyk, 20-latek, który reperował mi okulary, ma od dwóch lat ukochaną Syngalezkę, ale ożeni się z tą, którą mu matka wybierze. - Oczywiście muzułmanką - mówi z bezradnym uśmiechem.

"Daily Mirror" podaje codzień rozkład modlitw. Dziś: 4:34 (Subha), 5:54 (wschód słońca); 12:08 (Luhar); 15:30 (Asar); 18:20 (Magrib); 19:34 (Isha). Jest wpół do czwartej po południu, za hotelowym oknem (trzymam je otwarte, nie znoszę air conditon) słyszę zawodzenie muezina.

do góry



Komentarze:



Dodaj komentarz
Imię:


Adres e-mail:


Komentarz:


Jeżeli nie widzisz tego obrazka kliknij odœwież i spróbuj ponownie

Przepisz kod z obrazka:
:: 24 września 2008
:: 5 maja. 2008
:: 20 kwietnia 2008, niedziela
:: 14 kwietnia 2008
:: 24 marca 2008, poniedziałek Wielkanoncy
:: 18 stycznia 2008, piątek
:: 25 grudnia 2007, pierwszy dzień świąt
:: 13 grudnia 2007, czwartek
:: 11 grudnia 2007, wtorek
:: 9 grudnia 2007, niedziela
:: 4 grudnia 2007, wtorek
:: 30 listopada 2007, piatek
:: 25 listopada 2007, niedziela
:: 20 listopada 2007, wtorek
:: 16 listopada 2007, piątek
:: 11 listopada 2007, niedziela
:: 7 listopada 2007, środa
:: 4 listopada 2007, niedziela
:: 29 października 2007, poniedziałek
:: 26 września, środa, dzień Poya
:: 27 lipca 2007, piątek
:: 18 lipca 2007, środa
:: 22 czerwca 2007, środa
:: 11 czerwca 2007, poniedzialek
:: 6 czerwca 2007, środa
:: 5 czerwca 2007, wtorek
:: 30 maja 2007, środa
:: 25 maja 2007, piątek
:: 14 maja 2007, poniedziałek
:: 10 maja 2007, czwartek
:: 9 maja 2007, środa
:: 24 kwietnia 2007, wtorek
:: 11 grudnia 2006, poniedziałek
:: 27 listopada 2006, poniedziałek
:: 8 listopada 2006, środa
:: 3 listopada 2006
:: 2 listopada 2006
:: 30 października 2006
:: 25 września 2006, poniedziałek
:: 21 września 2006, czwartek
:: 14 września 2006, czwartek
:: 13 września 2006, środa
:: 12 września 2006, wtorek
:: 1 czerwca 2006, czwartek
:: 31 maja 2006, środa
:: 23 lutego 2006, czwartek
:: 9 lutego 2006, czwartek
:: 18 stycznia 2006, środa
:: 26 listopada 2005, sobota
:: 25 pażdziernika 2005, wtorek
:: 5 pażdziernika 2005, środa
:: 28 września 2005, środa
:: 27 września 2005, wtorek
:: 24 września 2005, sobota
:: 29 sierpnia 2005, poniedziałek
:: 24 sierpnia 2005, środa
:: 19 sierpnia 2005, piątek
:: 16 sierpnia 2005, wtorek
:: 13 sierpnia 2005, sobota
:: 7 sierpnia 2005, niedziela wieczór
:: 20 maja 2004, czwartek
:: 15 maja 2004, sobota
:: 13 maja 2004, czwartek
:: 7 maja 2004, piątek
:: 30 kwietnia 2004, piątek

strona główna : kim jestem : co myślę : tłumaczenia, guide : linki : kontakt : english rzetelne media : bed & breakfast
  2005 © Maciej Jagielski. Wszelkie prawa zastrzeżone.