Na lotniczym festynie w Góraszce Krzysztof załatwił miejsce i namiot, ja dałem ogrodowy stolik i cztery fotele, beznadziejnie moknące tej wiosny na balkonie, i dzięki temu plany nowej lokalizacji lotniska centralnego dla Polski zostały zaprezentowane szerszej publiczności.
Ten pomysł to dzieło Bogdana Jankowskiego, byłego dziennikarza radiowego, który od wielu lat fachowo, naukowo i bardzo plastycznie wskazuje, w którym miejscu w Polsce powinno powstać nowe lotnisko. A zbudować je będzie trzeba, kiedy Okęcie, położone właściwie w mieście, a nie poza nim (tak jak La Guardia w Nowym Jorku) naprawdę nie będzie już w stanie podołać wzrostowi przewozów, czyli najdalej za jakieś dziesięć lat.
Ministerstwo Infrastruktury też o tym myśli, ale inaczej: zamiast decydować gdzie powinno się je wybudować na podstawie przesłanek takich jak układ sieci drogowej i kolejowej, ogłosiło kilka lat temu konkurs piękności dla gmin mających lotniskowe aspiracje. I wyszło że albo tam, gdzie akurat ziemię wykupił pewien dobrze poinformowany poseł, albo tam gdzie ma ją drugi, też z niezłymi koneksjami. O tym jak dojechać do tych przyszłych lotnisk z ominięciem Warszawy, jako punktu przesiadkowego, nie wiadomo. I słusznie, bo skoro nie wiadomo nawet jak sfinansować odkorkowanie Okęcia, kiedy przyleci tu więcej pasażerów, to któż by myślał o takich dalekich perspektywach. A pan Bogdan pomyślał. Staliśmy więc pod tym namiotem, wiatr hulał, samoloty i śmigłowce wyły przelatując nisko nad ziemią w ryzykownych akrobacjach, Krzysztof z rozkoszą wdychał zapach lotniczej benzyny. Gdyby jeszcze pogoda była lepsza (od południa lało jak z cebra) postalibyśmy dłużej, ale i tak było nieźle.