Strona główna Kontakt English Version
 
Rzetelne media Kim jestem Co myślę Tłumaczenia, guide Linki Ajaks Bed & Breakfast
 
   
.: CV
.: Artykuły
.: Zdjęcia
.: Blog

. BLOG

14 maja 2007, poniedziałek

Już po wycieczce z Litwinami, choć wolałbym powiedzieć z Ruskimi, nie tylko dlatego, że cały czas z nimi w tym języku gadałem, po ważnej rozmowie w biurze Aitkena i miłym piwku wieczornym w hotelu Galle Face Green - obok mojego, pięknym, z klasą i widokiem na morze z nadbrzeżnej kawiarni.

Wycieczka poszła dobrze, byliśmy w Kandy, na Sigiryi, gdzie nawet w ramach prac społecznych wniosłem na górę nieco piachu do odnowienia zabytku (wnosili przede wszystkim zagraniczni turyści, lokalnych niewielu), w sklepach kupowali słabo, a na koniec zdarzyła się sytuacja najmniej przyjemna - nie dali ani dolara ani kierowcy, który jechał wspaniale i w ogóle nie trąbił, ani przewodnikowi, który co prawda nie był najlepszy, bo mówił zdecydowanie niewiele, ale powiedziałem im, ile należy im zostawić. Tymczasem nie dali nic i było to bardzo przykre - ja wysiadłem wcześniej, w Kolombo, przewodnik Lal zadzwonił po półtorej godzinie z tą informacją.

W trakcie tej wycieczki rozgrywała się sprawa bagażu Marcina, dziennikarza. Zagubiony podczas przylotu w czwartek, odnalazł się w piątek rano i zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Pierwsza to telefon do mnie z linii lotniczych Srilanka, gdzie Marcin zarejestrował zgubę. Skąd mieli mój numer telefonu? Podała im Madhu, co powiedziała mi w czwartek. Podali mi numer Quatar Airways, ale zły, probowałem interweniować u przedstawiciela Aitkena na lotnisku, on potrzebował numeru sprawy, ja nie go miałem, ostatecznie przekazałem sprawę Madhu około ósmej rano. Po jakimś czasie oddzwoniła, że przywiozą bagaż jeszcze dziś do hotelu. Przekazałem to Marcinowi.

Kiedy o 14:30 byłem w hotelu Palm Beach po szóstkę wyjeżdżającą, bagaż jeszcze nie przyjechał. Wziałem od żony Marcina voucher na wycieczki, pojechałem na lotnisko, gdzie w nerwach dotarliśmy nie jak należało na trzy godziny przed wylotem, ale na mniej na mniej niż dwie. Madhu, która ustaliła taką godzinę odbioru grupy, tym razem nie dzwonila do mnie, że się denerwuje czy odlecimy, choć poprzednio robiła to, gdy spoźnienie wynosiło zaledwie 20 minut. Do tego jeden z wylatujących już na lotnisku oświadczył, że zgubił bilet, ale zachowałem spokoj i w trzy minuty bilet się jednak znalazł.

Byłem w hotelu o szóstej, poszedłem na piwo w sąsiedztwie, które odkryłem przy okazji sesji dziennikarskiej, z tego zrobiły sie dwa piwa, ale to inna historia. W sobotę, gdy już dotarliśmy na nocleg do hotelu w Kandy, dostałem SMSa od Marcina: "Cześć, dzwoniłem na lotnisko i oni twierdzą, że czekają na pana Krajewskiego z paszportem właściciela walizki." Zbaraniałem, odpisałem, że to jakieś nieporozumienie, bo ja nic o tym nie wiem. Marcin powiedział mi, że zdecydował się jechać po walizkę płacąc 60 dol. za taksówkę i pytał czy lepiej w nocy czy rano, poradziłem, że jednak rano, bo przecież lotnisko nie przyjmuje w nocy.

Była może dziewiąta wieczór, Zadzwoniłem do Madhu, zaczęła piszczeć, że mam być szczęśliwy, że bagaż dotarł, że ona mówiła, że może trzeba będzie osobiście. Odpowiedziałem tak, że rzuciła słuchawkę, wiec dalszy ciąg konwersacji odbył się SMSami. Ja: Klient jedzie jutro taksówką odebrać bagaż. Kto mu zwróci 60 dolarow za kurs? Gdybyś mi powiedziała to, co klient usłyszał dzisiaj na lotnisku, to bym odebrał walizkę, kiedy wczoraj tam byłem. Madhu: Zadzwoniłam do Quatar Airways w piatek i oni powiedzieli, że wyślą bagaż do klienta. To prawda, że nie powiedziałam ci o paszporcie dzisiaj, ale powiedziałam w dniu, kiedy zgubili bagaż. A teraz kiedy probuję ci to wyjaśnić, mówisz do mnie bardzo złym tonem. Oczywiście, powinnam była powiedzieć ci, żebyś wziął bagaż, gdyby oni mi to powiedzieli. Skąd miałam to wiedzieć? Ja: Ta rozmowa nie ma sensu. Klient wydaje 60 dolarów i jedzie sam odebrać bagaż. Pomyśl, kto jest za to odpowiedzialny. Madhu: Odpowiedzialne są Quatar Airways. I proszę to na nich podnoś głos, że podali błędną informację, nie na mnie.

Po tej rozmowie dziada z obrazem szedłem dzisiaj do Aitkena naładowany jak Messerschmit. Wpierw załatwiłem sprawy wycieczkowe z Dhanuką, potem - nie witając się nawet z Madhu - usiadłem przed jej szefem, Mohanem. Początkowo, znając jedynie jej relację, był nieufny, ale kiedy porozmawialiśmy nieco dłużej, zorientował się, że Madhu kręci na całego, byle wyłgać się od odpowiedzialności. Po załatwieniu tej sprawy - Marcin ma odbierać pieniądze w dolarach w przedstawicielstwie Quatar Airways przy wylocie - przeszliśmy do mojego kontraktu. Mohan zaoferował miesięcznie stałą stawkę zamiast 10 dolarów za dzień pracy, zgodził się na wykreślenie obowiązków potwierdzania biletów, dziwnej konstrukcji umowy, która jest na rok, ale kończy się po pół roku i roztaczał perspektywy. Całkiem inny człowiek. Poprawioną umowę mam podpisać w środę.

Wstąpiłem do Crescat na sesję e-mailową, zjadłem lunch w foodcourt na dole - niezły, jakieś malezyjskie potrawy, ale ryż ciąży mi do teraz, muszę uważac na dietę, a po południu sprawdziłem American Information Center, gdzie za 1000 rupii wpisowego będę korzystać z darmowego internetu przez rok. Jutro będzie tam film medialny, o 18:30, zajrzę. Niestety, przelewów też nie da się stamtąd zrobić, sprawdziłem. Potem dłuższy spacer nad morzem, piwko w Face Green i do laptopka. Udany dzień.

do góry



Komentarze:



Dodaj komentarz
Imię:


Adres e-mail:


Komentarz:


Jeżeli nie widzisz tego obrazka kliknij odœwież i spróbuj ponownie

Przepisz kod z obrazka:
:: 24 września 2008
:: 5 maja. 2008
:: 20 kwietnia 2008, niedziela
:: 14 kwietnia 2008
:: 24 marca 2008, poniedziałek Wielkanoncy
:: 18 stycznia 2008, piątek
:: 25 grudnia 2007, pierwszy dzień świąt
:: 13 grudnia 2007, czwartek
:: 11 grudnia 2007, wtorek
:: 9 grudnia 2007, niedziela
:: 4 grudnia 2007, wtorek
:: 30 listopada 2007, piatek
:: 25 listopada 2007, niedziela
:: 20 listopada 2007, wtorek
:: 16 listopada 2007, piątek
:: 11 listopada 2007, niedziela
:: 7 listopada 2007, środa
:: 4 listopada 2007, niedziela
:: 29 października 2007, poniedziałek
:: 26 września, środa, dzień Poya
:: 27 lipca 2007, piątek
:: 18 lipca 2007, środa
:: 22 czerwca 2007, środa
:: 11 czerwca 2007, poniedzialek
:: 6 czerwca 2007, środa
:: 5 czerwca 2007, wtorek
:: 30 maja 2007, środa
:: 25 maja 2007, piątek
:: 14 maja 2007, poniedziałek
:: 10 maja 2007, czwartek
:: 9 maja 2007, środa
:: 24 kwietnia 2007, wtorek
:: 11 grudnia 2006, poniedziałek
:: 27 listopada 2006, poniedziałek
:: 8 listopada 2006, środa
:: 3 listopada 2006
:: 2 listopada 2006
:: 30 października 2006
:: 25 września 2006, poniedziałek
:: 21 września 2006, czwartek
:: 14 września 2006, czwartek
:: 13 września 2006, środa
:: 12 września 2006, wtorek
:: 1 czerwca 2006, czwartek
:: 31 maja 2006, środa
:: 23 lutego 2006, czwartek
:: 9 lutego 2006, czwartek
:: 18 stycznia 2006, środa
:: 26 listopada 2005, sobota
:: 25 pażdziernika 2005, wtorek
:: 5 pażdziernika 2005, środa
:: 28 września 2005, środa
:: 27 września 2005, wtorek
:: 24 września 2005, sobota
:: 29 sierpnia 2005, poniedziałek
:: 24 sierpnia 2005, środa
:: 19 sierpnia 2005, piątek
:: 16 sierpnia 2005, wtorek
:: 13 sierpnia 2005, sobota
:: 7 sierpnia 2005, niedziela wieczór
:: 20 maja 2004, czwartek
:: 15 maja 2004, sobota
:: 13 maja 2004, czwartek
:: 7 maja 2004, piątek
:: 30 kwietnia 2004, piątek

strona główna : kim jestem : co myślę : tłumaczenia, guide : linki : kontakt : english rzetelne media : bed & breakfast
  2005 © Maciej Jagielski. Wszelkie prawa zastrzeżone.