Oj, dalej dzieje, się dzieje. W ubiegłym tygodniu w czwartek nad ranem policja przeszukała liczne w Kolombo gospody dla zamiejscowych i wywiozła z nich siedmioma autobusami około trzystu osób – samych Tamilów, w tym kobiety i dzieci, którzy nie potrafili wyjaśnić dlaczego przebywają w stolicy. Taka przynajmniej była wersja oficjalna, podana przez rządową gazetę Daily News, która posłusznie doniosła, jak to w spokoju zrezygnowani Tamilowie dali się wywieżć z miasta na wschód i północ kraju, skąd mieli udać się do swoich domów.
Niezależny Daily Mirror przekazał zupełnie inny obraz wydarzeń. Decyzje policji były arbitralne, ludzi wywożono siłą, wśród nich znalazła się dziewczyna czekająca na przylot narzeczonego z Londynu; ich ślub miał odbyć się w przyszłym tygodniu. Prośby, płacz, dowody opłacenia przyjęcia zdały się na nic – musiała z matką opuścić zajazd, a jego właściciel dostał nakaz nie przyjmowanuia więcej żadnych Tamilów. Nie było jasne kto zlecil policji tę akcję, prasa sugerowała rozkaz sekretarza obrony, brata prezydenta Rajapaksy, po poleceniu tego ostatniego by bezwzględnie zapewnić bezpieczeństwo stolicy po dwóch wybuchach bomb w Pettah i Ratmalanie.
W parlamencie opozycja porownała tę akcję z eksterminacją Żydów podczas drugiej wojny światowej; poseł tamilski zrzucił koszulę i bronił rodaków z gołą piersią, by unaocznić ich bezradność; oświadczenia potępiające akcję ogłosiły wszystkie narodowe i międzynarodowe grupy broniące praw człowieka i wolności mediów, a nawet ambasada amerykańska w Kolombo. W piątek Sąd Najwyższy wydał nakaz wstrzymania akcji do czasu rozpoznania sprawy. I fala popłynęła w drugą stronę: autobusy przywiozły Tamilów z powrotem do stolicy, prezydent Rajapaksa zażądał wyjaśnień jak mogło dojść do takiej akcji (wystarczyło spytać brata), w niedzielę pokajał się za nią nic nie znaczący tu premier, a opozycja zażądała dymisji rządu.
Szmatławiec Daily News, całkowicie niepomny tego, co pisał zaledwie wczoraj, donosił o tym wszystkim na pierwszej stronie. Okazało się, organizacje międzynarodowe zdolne i inne kraje zolne są do wywarcia skutecznej presji na rząd Sri Lanki. Za swoje upokorzenie ten jednak wziął drobny odwet: od poniedziałku ruszyły masowe kontrole wiz cudzoziemców. Pracujący na turystycznych będą aresztowani i deportowani z poparciem narodu, któremu zabierają pracę.