Strona główna Kontakt English Version
 
Rzetelne media Kim jestem Co myślę Tłumaczenia, guide Linki Ajaks Bed & Breakfast
 
   
.: CV
.: Artykuły
.: Zdjęcia
.: Blog

. BLOG

29 października 2007, poniedziałek

Znowu miesiąc przerwy, ale od teraz powinno byc już lepiej, bo będę miał stały internet w domu w Mount Lavinia, choc kosztem śniadań, sprzątania, basenu, gorącej wody w łazience i tylu innych wygód, których prawie się nie zauważa w pięciogwiazdkowym hotelu, ale gdy ich zabraknie – to będzie bardzo bolec.

Pojutrze wyprowadzam się z pokoju 162 hotelu Taj Samudra w Kolombo do nieumeblowanego domu w Mount Lavinia, pierwszego osiedla na południe od stolicy, i zaczynam lankańskie życie naprawdę. Własne zaopatrzenie, własne moskity, własny ogród z wężami, jaszczurkami i palmą kokosową, a do tego linia kolejowa tuż za murem – że też prawie wszędzie, gdzie mieszkam dopadają mnie jakieś koleje! Boję się tego okropnie, tym bardziej, że od tygodnia do Polski uciec chce się o wiele bardziej. A najbardziej wścieka mnie to, że gdybym nie spytał w piątek, co dalej z mieszkaniem w hotelu, to powiedzieliby mi o tym pewnie dopiero jutro, czyli na dzień przed wyprowadzką. Czuję, że to rewanż za wyjazd do Kopenhagi, na konferencję o mediach publicznych, choc Pawel mnie zastępował, ale tu rozumie się tylko sprawy rodzinne, innych - nie. W polityce ciekawie, bo także tydzień temu, w polski powyborczy poniedziałek dwudziestka Tamilskich Tygrysów zaatakowała bazę lotniczą w Anuradhapurze, o kilka kilometrów od żelaznego punktu wszystkich wycieczek. Rozcięli ogrodzenie, napięcie na czujkach elektrycznych było tajemniczo wyłączone, rozbroili miny, zastawione na taką wycieczkę (skad wiedzieli gdzie ich szukac o trzeciej nad ranem?), przedarli się do hangaru i tam metodycznie zniszczyli 8 albo 18, jak chce opozycja, śmigłowców bojowych, w tym jeden do zwiadu elektronicznego, wart 40 mln dolarów.

Potem bronili się jeszcze przez osiem godzin przed atakami sił specjalnych, zabili kilkunastu żołnierzy lankańskich, polegli wszyscy, kilku samobójczo. W trakcie akcji nadleciały dwa sportowe samoloty Tygrysów, rzuciły bomby zabijając stado bawołów, ale śmigłowiec wysłany by je strącic z sąsiedniej bazy, nie potrafił ich wytropic i został zestrzelony przez walącą na oślep własną artylerię. Tragedia rodzin rannych i zabitych, dla rządu blamaż straszny, bo tak już świętowali zwycięstwo, pokonanie Tygrysów, tak rozgłaszali, że oni już zuepłnie się nie liczą. No i wiadomośc o terrorystycznym udanym ataku znów obiegła świat. Młoda para z Polski, która wylądowała nazajutrz, pytała tylko o to, bo znajomi w czoło się pukali na wiadomośc gdzie lecą.

Kolejni turyści przylecą w czwartek i piątek, za tydzień znowu kilka osób, i w kolejnym trzynaście na objazdówkę, w którą pojadę z nimi. Mało, a wycieczek rosyjskich nie prowadzę, bo mam być na miejscu, jakby się coś się działo, tak usłyszałem w piątek. Jeszcze jeden powód (poza eksmisją z hotelu), żeby wracac.

Wczoraj byłem w kinie, ciekawie. Na początek hymn, wszyscy wstają, ale wersja skrócona, nie to, co pięc minut na lotnisku. Film po syngalesku, ale napisy angielskie, więc rozumiałem, a gdyby ich nie było, też bym się połapał. Zresztą jak mówili po angielsku, co w wysokich sferach zdarzało się często, napisów po syngalesku już nie było. Akcja: w zamachu na ojca-polityka ginie jego 10-letni syn, matka nie może dac sobie z tym rady, popada w depresję, lekomanię, narkomanię, zostaje złapana z handlarzem narkotyków i dostaje wyrok. Tu przerwa, dziesięc minut na bufet i dalej sceny z życia więziennego w Kandy, w kiciu Bogombara, który oglądamy z turystami z góry, w samym centru miasta. Rodzi córkę handlarza, wychodzi po siedmiu latach i w ostatniej scenie mija ją kolumna ministra, który z nią się rozwiódł, ale dalej jeździ z żołnierzami w dwóch jeepach, za i przed jego limuzyną. I tyle. Strasznie rozwleczone, ale nie żałowałem. Przecież wkrótce nie będzie mi już tak łatwo korzystac z uroków wielkiego miasta, kina, restauracji (mam ulubioną na Slave Island, suty obiad z piwem za 4 dolary), telewizora też nie będzie, ani CNN, ani BBC, ani HBO.

Co ja będę robił na tej wsi?

do góry



Komentarze:



Dodaj komentarz
Imię:


Adres e-mail:


Komentarz:


Jeżeli nie widzisz tego obrazka kliknij odœwież i spróbuj ponownie

Przepisz kod z obrazka:
:: 24 września 2008
:: 5 maja. 2008
:: 20 kwietnia 2008, niedziela
:: 14 kwietnia 2008
:: 24 marca 2008, poniedziałek Wielkanoncy
:: 18 stycznia 2008, piątek
:: 25 grudnia 2007, pierwszy dzień świąt
:: 13 grudnia 2007, czwartek
:: 11 grudnia 2007, wtorek
:: 9 grudnia 2007, niedziela
:: 4 grudnia 2007, wtorek
:: 30 listopada 2007, piatek
:: 25 listopada 2007, niedziela
:: 20 listopada 2007, wtorek
:: 16 listopada 2007, piątek
:: 11 listopada 2007, niedziela
:: 7 listopada 2007, środa
:: 4 listopada 2007, niedziela
:: 29 października 2007, poniedziałek
:: 26 września, środa, dzień Poya
:: 27 lipca 2007, piątek
:: 18 lipca 2007, środa
:: 22 czerwca 2007, środa
:: 11 czerwca 2007, poniedzialek
:: 6 czerwca 2007, środa
:: 5 czerwca 2007, wtorek
:: 30 maja 2007, środa
:: 25 maja 2007, piątek
:: 14 maja 2007, poniedziałek
:: 10 maja 2007, czwartek
:: 9 maja 2007, środa
:: 24 kwietnia 2007, wtorek
:: 11 grudnia 2006, poniedziałek
:: 27 listopada 2006, poniedziałek
:: 8 listopada 2006, środa
:: 3 listopada 2006
:: 2 listopada 2006
:: 30 października 2006
:: 25 września 2006, poniedziałek
:: 21 września 2006, czwartek
:: 14 września 2006, czwartek
:: 13 września 2006, środa
:: 12 września 2006, wtorek
:: 1 czerwca 2006, czwartek
:: 31 maja 2006, środa
:: 23 lutego 2006, czwartek
:: 9 lutego 2006, czwartek
:: 18 stycznia 2006, środa
:: 26 listopada 2005, sobota
:: 25 pażdziernika 2005, wtorek
:: 5 pażdziernika 2005, środa
:: 28 września 2005, środa
:: 27 września 2005, wtorek
:: 24 września 2005, sobota
:: 29 sierpnia 2005, poniedziałek
:: 24 sierpnia 2005, środa
:: 19 sierpnia 2005, piątek
:: 16 sierpnia 2005, wtorek
:: 13 sierpnia 2005, sobota
:: 7 sierpnia 2005, niedziela wieczór
:: 20 maja 2004, czwartek
:: 15 maja 2004, sobota
:: 13 maja 2004, czwartek
:: 7 maja 2004, piątek
:: 30 kwietnia 2004, piątek

strona główna : kim jestem : co myślę : tłumaczenia, guide : linki : kontakt : english rzetelne media : bed & breakfast
  2005 © Maciej Jagielski. Wszelkie prawa zastrzeżone.