"Witamy serdecznie, często wspominamy pana i pobyt… ciekawi jestesmy co u pana …śledzimy stronę www i prosimy o wiecej. Pozdrawiamy, Lidka i Zbyszek z Łodzi”. Taki sms, z kilkoma jeszcze słowami, opuszczonymi bo nie wypada mi ich powtarzac, „made my day” jak mówią po angielsku, czyli dał mi dobry humor na cały dzień w poniedziałek, na początek wycieczki Kandy-Sigirija. Typowej, więc nie ma o czym się rozpisywac, dlatego zamiast turystycznych wrażeń nieco informacji z życia dla przemiłej pary z miasta Łodzi, i nie tylko.
Nasz wspólny znajomy, uczestnik tamtej wycieczki jest z powrotem w Dubaju, skąd odzywa się sporadycznie, ale kiedy to robi, to długo rozmawiamy na skypie. Zaczął zajęcia w amerykańskim collegu, poza tym prowadzi dom, a ostatnio przysłał sms o dwudniowej imprezie, czyli nie tylko nauka i obowiązki. Ogród u moich sąsiadów w Mt. Lavinia, który uprawiał z takim zamiłowaniem, zarasta krzakami, a za mój dopiero się biorę, więc pracy miałby huk, gdyby przyjechał, ale w to wątpie. Na razie w moim ogrodzie ułożyłem pierwszą alejkę z cegieł, żeby przechodzic z drzwi kuchennych na taras suchą nogą. Kolejny ceglany trakt planuję do bramy, gdzie od jutra około wpół do ósmej ma pojawiac się gazeta, oczywiście „Daily Mirror”, a nie ten rządowy szmatławiec „Daily Mail”. Dziś opłaciłem jej dowóz przez chłopaka na rowerze w miejscowej księgarni. Czyli rano będzie kawka i gazetka – tak jak w hotelu Taj Samudra, tylko bez tego wielkiego, wspaniałego śniadania, którym przez pół roku zaczynałem dzień. Dziś zamiast niego zjadłem miskę lokalnego zsiadłego mleka (curd) o konsystencji kisielu; było wspaniałe, a do tego została mi płaska doniczka na jakiś kwiatek do domu – będzie pierwszy.
W nocy strasznie lało, podobno będzie tak jeszcze do końca listopada. Jutro odbieram z lotniska kolejną piątkę turystów, ale oni raczej nie będą jeździc, zostaną w hotelu, bo w kolejny czwartek ruszam z nimi na objazd wyspy, więc nie sądzę, żeby chcieli dodatkowych wycieczek, choc oczywiście je zaplanuję. Wpadnę też do Induruwy, gdzie kroi się ciekawa inicjatywa, realizująca jakoś tam moje śmiałe plany, o które pytali Lidka i Zbyszek. Jak tylko będzie gotowa strona internetowa, to odeślę Was do niej.
Tyle wieści szczegółowych, a tak w ogóle to ja też Was, Bardzo Mili Państwo Lidko i Zbyszku często i serdecznie wspominam, szczególnie nasz wieczorek „harcerski” w hotelu Hilltop w Kandy, wspaniałe anegdotki o „ofierze planowania” i pytanie, które padło, gdy patrol podjeżdżał do banku… To jest urok tej pracy, że poznaje się przy jej okazji wielu ciekawych, mądrych, otwartych ludzi, których pewnie inaczej, mimo mojego zawodu, nie miałbym szansy spotkac, siedząc w redakcji czy rozmawiając z politykami.
Mam prośbę do moich byłych turystów: jeśli zaglądacie na tę strone, dajcie mi o tym znac, odezwijcie się sms- em czy mailem – to takie miłe, choc rzadkie, żeby podtrzymac wakacyjny kontakt. A do tych z Państwa, do których mam adresy mailowe, postaram się niedługo napisac bezpośrednio, w związku z Induruwą właśnie.