No, proszę – w Polsce Święto Niepodległości, kwiaty i znicze pod Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Piłsudskiego, pewnie zimny deszcz, albo nawet śniegowa plucha, a tutaj słoneczko przygrzewa od rana, aż się chce iść na plażę, tak jak wczoraj – było tak dobrze, wykąpałem się dwa razy, że aż się lekko przypaliłem na słońcu, choć po pół roku już o to trudno. Dziś też zaraz tam pójdę, bo o dziewiątej rano już trudno w domu wytrzymać, tak ciepło i moskity gryzą. Poczta przejrzana, kawa wypita, śniadanie (trzy pajdy chleba z nowozelandzkim słonym masłem i pół miski jogurtu) zjedzone, kwiatek w następnym pojemniku posadzony, więc na kuchennym parapecie stoją już dwa, kot nakarmiony – o właśnie, nie było nic o kocie, a przecież on jak najbardziej jest.
Nazywa się Buba, od oplażowego baru w Mount Lavinia, gdzie dostał go Paweł i przyniósł mi w czwartek wieczorem, jako że żadnego zwierzęcia w domu nie posiadam – no, może poza szczurami, które w nocy szeleszczą, ale odkąd wystawiłem śmieci za drzwi, to już ich nie ma, albo śpię za dobrze. Kota wziąłem, bo wyprowadzania nie wymaga, jedzenie mam w postaci butelki mleka, sprzątanie po nim też niewielkie, zresztą może nauczy się wychodzić na ogród, choć na razie sika po kątach. Jest ryży, maluteńki, popiskuje i pomiaukuje, szczególnie w nocy, a gdy piszę siedzi pod moim sarongiem, który wkładam w domu dla ochrony przez moskitami. Zagnieździł się pod biurkiem, bo tam nisko i bezpiecznie. No i mam pierwszego w życiu kotka.
Resztę dopisuję po całym dniu, w którym po Warszawie maszerowali żołnierze TVN "History", więc TVP ponoć milczała o tym jak zaklęta, bo znowu ktoś im podebrał misję - choć misją w TVP jest wszystko - a ja maszerowałem sobie po plaży, by dojść do restauracyjki, gdzie nie tylko podawali świetną rybę, ale właściciel spokojnie skręcał skręta w obecności klienta. To była tylko maryśka, ale jednak. Oczywiście, te napisy o karze śmierci za narkotyki, umieszczone na lotnisku na przylotach, służą jedynie do straszenia turystów. Takich kar nie ma, ale prasa coraz pisuje o złapaniu narkotykowych dealerów albo osób "posiadających". A tu taka swoboda, czyli że może nie jest tak groźnie, jak mówi władza. Przecież z reguły tak jest.
W polityce wiadomość ważna: po zabiciu negocjatora pokojowego Tamilskich Tygrysów, szef lotnictwa zapowiada atak z powietrza na samego szefa LTTE, Pirabkharana, który "przemieszcza sie na niewielkim obszarze miasteczka Wani", więc namierzenie go "jest tylko kwestią czasu". Jak na trwające zawieszenia broni - śmiało, jak na walke z terrorystami, którymi są Tamilskie Tygrysy - zrozumiałe. Ten rząd w sprawie doprowadzenia do pokoju przez prowadzenie wojny ma skuteczną taktykę, co wcale nie sprawia, że mniej go nie lubię.