Jeśli spojrzycie na mój życiorys - jest także na tej stronie - to przekonacie się, że nie jest to pierwsza, a mam nadzieję, że nie ostatnia zmiana w moim życiu. Nie wszystkie były dobrowolne, policzyłem to - mniej więcej tyle samo razy mnie wyrzucano, co odchodziłem sam, mając lepsze propozycje, albo dość dotychczasowej pracy, ludzi, układów. I nie żałuję.
Kiedyś, jeszcze w latach '80, na rynku w Kazimierzu Dolnym powiedziałem do zegarmistrza, mającego tam warsztat: - Pan to ma pracę! Ciepło, spokojnie i jeszcze ten widok za oknem... Zdjął lupkę z oka, popatrzył na mnie z góry, choć to ja nad nim stałem, i powiedział z wyrzutem: - Panie, i co mi z tego widoku, jak świata nie widziałem? Dziś jego warsztatu już nie ma i zastanawiam się, czy poznaje świat, czy też poszedł z torbami? Obawiam się, że to drugie. A ja świat widziałem, więc nie narzekam, a spokojnej pracy pewnie już mieć nie będę.
Na razie więc przedstawiam się freelancer, czyli wolny strzelec. Jestem nim od marca tego roku, ale dopiero ostatnio, w wakacje miałem wolniejszy moment, żeby zamówić domeny, wstawić do nich trochę treści i z pomocą Maćka Jagielskiego uruchomić tę stronę - bo pomysł był od dawna, od zakończenia pracy w CMWP.
A propos domeny: chciałem dalej zrobić moją stronę na domenie wykupionej ponad rok temu, z okazji kandydowania do Parlamentu Europejskiego: www.andrzejkrajewski.pl Niestety, okazało się, że jest zajęta, wykupił ją jakiś facet, wcale nie Andrzej Krajewski (w moim banku jest ich ponad dwudziestu, a sam znam: coraz popularniejszego młodego historyka, grafika pracującego głównie w Niemczech, inżyniera mieszkającego w Australii, buddystę - męża Małgorzaty Braunek, z którym spotkaliśmy się niedawno na nielegalnej manifestacji w centrum Warszawy) i reklamuje na niej różne farmaceutyki. Czy to nie nadużycie? A może na mojej stronie był taki ruch, że mu się to opłaca? Jeśli ktoś z Czytelników wie, co w takim wypadku zrobić (podobno można interweniować w NASKu), serdecznie proszę o radę.
Jaka jest strona Krajewski.waw.pl - każdy widzi. Wrogowie powiedzą, że to autoreklama, przyjaciele pochwalą, ale oni tak zawsze, więc cała nadzieja w tych, których nie znam. Odezwijcie się, oceńcie, skrytykujcie, pochwalcie, skorzystajcie - po to jest. Czekam!