Zastanawiam się, czego jeszcze Pałac Prezydencki może zażądać od telewizji publicznej w ramach „nieodpłatnego przygotowania i rozpowszechniania” wystąpień Prezydenta, do czego media publiczne są zobligowane art. 22.3 ustawy o radiofonii i telewizji. Telewizyjne orędzie, ilustrowane i udźwiękowione przez Jacka Kurskiego może przecież być dopiero początkiem.
Rozporządzenie KRRiT z sierpnia 1996 roku precyzuje, że prawo do takich wystąpień w publicznych mediach przysługuje Prezydentowi, Premierowi, Marszałkom Sejmu i Senatu. Nie powinny one być dłuższe niż 10 minut, mają być rozpowszechniane w programach ogólnopolskich i regionalnych, we wskazanym paśmie emisji. Za ich treść media publiczne nie ponoszą odpowiedzialności.
Tyle prawo. Praktyka dotychczas nie wzbudzała wątpliwości, choć bywały emocje. Kiedy upadał rząd premiera Jana Olszewskiego, szef TAI zarządził nadanie jego orędzia w dwóch programach TVP, co wymagało przerwania jednego z nich. Rzecz oparła się o prezesa TVP, dopiero co zmienionego, więc anteny zsynchronizowano. Przy jeszcze wcześniejszym nagraniu prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego mikrofon ukryty w bukiecie źle zbierał dźwięk i generał mówił jak ze studni. Szukano winnego, ale prezydent okazał się wyrozumiały.
A czy teraz ktoś w TVP odpowie za udostępnienie muzyki z serialu „Polskie Drogi” i obrazków z archiwum TVP, które podłożono pod prezydencki spot? Bo to, że za treść prezydenckiego teledysku TVP z mocy prawa nie odpowiada nie znaczy, że można dowolnie sobie poczynać z prawami autorskimi.
Zakładam, że zostały one kupione, ale w umowach autorskich istnieje pojęcie „pola rozpowszechniania”. Oznacza ono, że dany utwór może być rozpowszechniany tylko w taki sposób, jaki określono w umowie licencyjnej, a nie dowolnie, w każdym kontekście. Dlatego gdy w gazecie chce się ilustrować artykuł o gwałcie, nie można dać rozpoznawalnego obrazu dowolnej osoby, a jedynie specjalnie zrobione zdjęcie z umową, obejmującą wszelkie konteksty użycia. To, oczywiście, kosztuje drożej. Telewizja doskonale o tym wie i tematy drażliwe ilustruje zdjęciami nóg przechodniów, by nie pokazywać niczyjej twarzy.
Czy umowa z kompozytorem melodii serialu „Polskie Drogi” obejmowała użycie jej poza filmem, do tego w kontekście politycznym? Czy dorozumiana nawet umowa z amerykańską parą gejów, zapraszających media na swój ślub w Kanadzie, obejmowała użycie tych nagrań w programach innych niż newsowe? Na te pytania powinni teraz odpowiadać prawnicy prezydenccy, albo ci z TVP, bo wątpię, żeby Pałac zakupił jakiekolwiek prawa do emitowanych w ramach orędzia materiałów.
A stawiać je trzeba, bo kto wie jakie jeszcze pomysły będzie miał prezydencki reżyser Jacek Kurski lub jego następcy. Może zapragnie ujęć Pana Prezydenta na tle symbolu potęgi naszego kraju - białowieskiego żubra? Albo transmisji kolejnego orędzia spod samiuśkich Tater, z Kasprowego choćby, z orłem majestatycznie szybującym nad Głową Państwa? A może z malowniczego lotu balonem nad mazowiecką równiną? Czy w takich sytuacjach TVP będzie nadal zobowiązana do nieodpłatnego spełniania tych fantazji? Obecna KRRiT na te pytania raczej nie odpowie, a do następnej daleko.