W Saskim Ogrodzie 2008
Ciepłe majowe popołudnie, warszawski Ogród Saski. Na ławce za Grobem Nieznanego Żołnierza w warcaby gra staruszek z nastolatkiem. Na sąsiedniej flirtuje młoda para. Na kolejnych ławkach wygrzewają się w słońcu emeryci. Grupka młodzieży rozprawia z dziewczyną siedzącą na wózku. Alejkami krążą spacerowicze. ”.
Na środkową aleję, wzdłuż szpaleru czerwono-żółtych tulipanów, wchodzi elegancki mężczyzna w ciemnym garniturze, z lekko rozchylonym kołnierzykiem markowej koszuli w paski. Pod pachą niesie zwinięty Financial Times, idzie zamyślony, patrzy przed siebie.”.
Jest sam, nikt za nim nie idzie, nikt mu nie przeszkadza. Po stołecznym parku, tak jak inni warszawiacy, spaceruje minister finansów, prof. Jacek Rostowski.”.
Pointa pierwsza: czy rok temu, za poprzednich rządów byłoby to możliwe? Minister? Sam, bez obstawy, o wpół do piątej po południu? Co, pracy mu brakuje?”.
Pointa druga: jak dobrze jest unikać brylowania w mediach. Paru innych członków rządu Donalda Tuska tak niezauważenie po parku by jednak nie przeszło…